Akompaniator_TMwP_W.PaprzyckiL.Winkel_fot.R.Lak_10_popOn przez trzydzieści lat przychodzi do sali prób, w milczeniu rozkłada partyturę, siada na stołku przed fortepianem i gra. Ona przez trzydzieści lat przychodzi do tej samej sali prób i śpiewa. W ogóle ze sobą nie rozmawiają, co ją ogromnie cieszy. On nie zwraca uwagi na jej nastrój, nie pyta o życie prywatne. Akompaniuje, a ona śpiewa przygotowując się do kolejnych ról na teatrapnej scenie. Poza grzecznościowym dzień dobry i do widzenia, nic ich ze sobą nie łączy. I nagle, po trzydziestu latach, on postanawia przemówić. Zdobywa się na odwagę i wyznaje jej miłość.

W sobotę wieczorem w Scenie Na Piętrze odbyła się premiera nowej sztuki Teatru Muzycznego w Poznaniu, Akompaniator w reżyserii Grzegorza Chrapkiewicza. Na scenie wystąpili Wiesław Paprzycki i Lucyna Winkel – Sobczak, która obchodzi w tym roku jubileusz 25-lecia pracy artystycznej. Były więc kwiaty, listy gratulacyjne i wzruszenie, ale również zachwyt publiczności i długie owacje na stojąco.

Z pozoru prosta historia o skrywanej miłości staje się podstawą do rozważań nad samotnością. Dziwactwa akompaniatora i stworzenie wyimaginowanego świata, w którym żyje od trzech dekad, jest tak naprawdę ucieczką przed samotnością. Obraz ukochanej diwy sprawia, że jego nudna codzienność nabiera sensu. Zakupy, wspólne kolacje, długie rozmowy istnieją wyłącznie w wyobraźni pianisty i zastępują mu prawdziwe życie. Wypełniają pustkę, jaką odczuwa wracając po kolejnej próbie do domu.

Tymczasem ona nawet nie przypuszcza, że zwykły akompaniator mógłby cokolwiek czuć. Traktuje go przedmiotowo, jakby był nieodłączną częścią fortepianu. Nigdy ze sobą nie rozmawiają, a to tylko pogłębia jego nieobecność w jej życiu. Przez lata nawet nie pomyślała, że mężczyzna, z którym spędza długie godziny może mieć serce, uczucia, fantazje, marzenia. Nigdy nie interesowała się jego życiem prywatnym, bo była zbyt zajęta samą sobą i kolejnymi romansami.

I właśnie w dniu ważnego dla niej castingu do nowej opery, on postanawia przemówić. Zdobywa się na odwagę i wyznaje jej całą, przez lata skrywaną, prawdę. Próba zamienia się w pojedynek sił. Akcja spektaklu nie tylko nabiera szybkiego tempa, ale zmienia się jak w kalejdoskopie. Widzowie są świadkami kolejnych, zaskakujących wyznań akompaniatora zakochanego w pięknej diwie. Czy kobieta odwzajemni uczucia mężczyzny, czy raczej uzna, że pianista zwariował? Finał spektaklu jest równie zaskakujący, co kolejne zwroty akcji.

Akompaniator Anny Burzyńskiej zaczyna się dość niewinnie, od komediowych scen z pluszowym misiem, a z każdą kolejną sceną, z każdym wypowiedzianym zdaniem ewoluuje w stronę słodko – gorzkiej komedii zakończonej thrillerem psychologicznym. Zarówno Lucyna Winkel, jak i Wiesław Paprzycki wystąpili w niecodziennych dla siebie, mówionych rolach, co dla widzów Teatru Muzycznego jest swoistym zaskoczeniem. Muzyka pojawia się jako tło dla wydarzeń rozgrywających się na scenie. Fragmenty oper Pucciniego i partia Donny Anny z Don Giovanniego wybrzmiewają za sprawą diwy zaskoczonej dziwnym zachowaniem akompaniatora.

Jeszcze przed premierą aktorka wyznała, że nauka śpiewu operowego była największym wyzwaniem w przygotowaniach do wystawienia spektaklu. Okazało się jednak, że Lucyna Winkel nie tylko interesuje się muzyką, nie tylko ma wspaniały głos, ale również radzi sobie śpiewająco z tak trudnym gatunkiem jak opera. Poznańska publiczność została oczarowana.

Spektakl mało muzyczny na dwóch aktorów w Teatrze Muzycznym zaskakuje, a jednocześnie daje publiczności okazję do zobaczenia znanych i lubianych aktorów z zupełnie innej strony. Skupienie się na tekście, mimice, drobnych gestach pozwala widzowi dostrzec mistrzowski talent Wiesława Paprzyckiego, dla którego rola akompaniatora była, jak sam powiedział, dużym wyzwaniem. Odejście od muzyki, która towarzyszy aktorowi na co dzień uwypukliła talent komediowy i sprawiła, że publiczność pokochała go jeszcze bardziej. Bo jak tu nie kochać cierpiącego, samotnego, sfrustrowanego mężczyzny o zapędach psychopatycznych?!

Spektakl Akompaniator można obejrzeć jeszcze dzisiaj oraz 18 stycznia 2015 roku.

[fot. Radosław Lak]