Wielki Gatsby w reżyserii Baza Luhrmanna to najbardziej wyczekiwana premiera kinowa roku 2013. Filmowi towarzyszy wyjątkowa ścieżka dźwiękowa, nad której produkcją czuwał równie wyjątkowy amerykański raper, Jay Z. Prace nad albumem trwały dwa lata. Zarówno reżyser filmu, jak i muzyk – producent postawili przed sobą niezwykle trudne zadanie. Muzyka miała oddawać klimat nowojorskiego klubu lat 20 ubiegłego stulecia a jednocześnie musiała być mocno osadzona we współczesności, którą rządzi hip hop. Efekt końcowy jest naprawdę zadziwiający. Wszystkie piosenki, chociaż mocno osadzone w XXI wieku, pobrzmiewają amerykańskim jazzem lat minionych. Improwizację zastąpiono jednak dbałością o szczegóły. Jay Z czuwał, aby każdy dźwięk był dopracowany, wręcz wypieszczony i współgrał z pozostałymi. Praca, jaką wykonał zasługuje na najwyższe pochwały.

Wśród artystów, którzy uczestniczyli w nagraniu albumu nie mogło zabraknąć Beyonce, wokalistki obdarzonej wspaniałym głosem, a prywatnie żony Jay Z. Razem z raperem Andre 3000 wykonała utwór z repertuaru Amy Winehouse Back to black. I zrobili to po mistrzowsku, tworząc niepowtarzalną i przede wszystkim własną interpretację jednego z większych przebojów nieżyjącej już artystki. Do współpracy przy albumie Jay Z zaprosił wielu wspaniałych artystów, wśród których warto wymienić Kanye West’a, Fergie, Nero, Gotye czy Lanę Del Rey. Piosenka Young and Beautiful wykonywana przez tę ostatnią wokalistkę stała się singlem promującym całą płytę. Osobiście uważam jednak, że wyjątkowo spokojna i melancholijna ballada nie była najlepszym materiałem na promocję tak wyjątkowego, energetycznego i otwartego na różne gatunki albumu.

Moją uwagę zwróciło swingowe Crazy in love w wykonaniu młodziutkiej brytyjskiej wokalistki Emely Sande. Tej samej, która wystąpiła podczas ceremonii otwarcia i zamknięcia igrzysk olimpijskich w Londynie w roku 2012. Uznanie należy jej się chociażby za odwagę. Zmierzyła się z piosenką wykonywaną wcześniej przez Beyonce – artystkę dysponującą niezwykle mocnym i wyjątkowym głosem. Emely nie tylko podjęła wyzwanie, ale wyszła z niego zwycięsko. Wyśpiewała całkiem nową wersję przeboju, który do tej pory funkcjonował w świecie muzyki w wersjach soulowej i rockowej. Wykonanie Sande jest lekkie, świeże, porywające i mocno swingujące, co doskonale odzwierciedla klimat lat 20.

Album zasługuje na najwyższe uznanie. Jest otwarty, tolerancyjny i doskonale potwierdza tezę, że muzyka nie dzieli, ale łączy. Mam jednak obawy, czy zostanie równie mocno doceniony przez słuchaczy, którzy na co dzień nie są wielbicielami talentu Jay Z. Nie jestem pewna, czy album oderwany od obrazu stworzonego przez Baza Luhrmanna jest równie porywający. Zauważyłam, że sama muzyka jest miejscami nudna i trudna w odbiorze, co sprawia, że nie do końca wierzę w jego sukces. W Stanach Zjednoczonych album dosłownie znika ze sklepowych półek, ale być może jest to podyktowane popularnością poszczególnych artystów tworzących płytę? Czy ich muzyka obroni się przed innymi, konkurencyjnymi propozycjami? I czy któryś z utworów zawartych na płycie powtórzy sukces przeboju Lovefool zespołu Cardigans, który znalazł się na ścieżce dźwiękowej jednego z poprzednich filmów Baza Luhrmanna? Pozostaje mieć nadzieję, że oryginalność i dopracowanie każdego szczegółu, które są dużym walorem artystycznym soundtrack’u Wielki Gatsby przyczynią się do długofalowego zainteresowania albumem.