sielanka_po_bretonskuBretania to najbardziej wysunięty na zachód region Francji. Ta wdzierająca się ostrymi klifami w Ocean Atlantycki kraina jest zapomniana i niedoceniana przez przeciętnego mieszkańca kraju franków. Uważana za miejsce, gdzie zawsze pada deszcz bywa częściej powodem wstydu niż dumy. Pragnący uciec od wielkiego świata paryżanie kupują co prawda letnie rezydencje w Bretanii, ale jednocześnie uważają ten region kraju za najbiedniejszy i najmniej romantyczny. Wobec Paryża, który jest obowiązkowym punktem podróży poślubnych, i który jest światową stolicą mody, Bretania bywa postrzegana jako biedna, rolnicza prowincja. Przez mieszkańców Francji jest traktowana jak przysłowiowa „kula u nogi”. Ale zagraniczni turyści już dawno temu odkryli urok Bretanii i z  każdym kolejnym rokiem coraz liczniej odwiedzają ten rejon świata.

Wśród miłośników Księstwa Bretanii jest urodzony w Berlinie Jochen Schmidt, autor książki – reportażu Sielanka po bretońsku. Regularnie powraca do miejsc, które pamięta jeszcze z czasów swoich studiów w Breście. Chętnie powraca do ludzi, którzy dzień po dniu kultywują swoją odmienną tradycję, swoje obrzędy, swoje zwyczaje, a przede wszystkim swój odrębny język. Trzeba przyznać, że wśród wszystkich regionów francuskich, to właśnie Bretania charakteryzuje się największą odmiennością kulturową.

Sielanka po bretońsku to napisana luźnym i niezwykle przystępnym językiem opowieść o starożytnych menhirach, które są pozostałością po kulturze celtyckiej, opowieść o XX-wiecznych bunkrach, które wznieśli niemieccy żołnierze podczas drugiej wojny światowej. Autor w niezwykle barwny sposób opisuje miejsca związane z legendarnym królem Arturem, a także snuje opowieści o złośliwych chochlikach zamieszkujących bretońskie lasy.

Książka – reportaż jest doskonałym przewodnikiem po tym regionie Francji. Nie ma tutaj wielostronicowych opisów zabytków, które koniecznie trzeba zobaczyć, ale wielość miejsc opisanych w publikacji jest naprawdę imponująca. Autor przemierzył Bretanię wzdłuż i wszerz i wybrał z niej to, co najbardziej odmienne, charakterystyczne i zadziwiające. Znajdziemy opis, choć niepozbawiony ironii, znanego na całym świecie kompleksu Mont Saint – Michel, który leży w Normandii. Kiedyś znajdowało się tam więzienie, dzisiaj zupełnie dobrowolnie przybywa w to miejsce około dwunastu tysięcy turystów dziennie. Autorowi to sanktuarium na wyspie kojarzy się raczej z niezliczoną ilością restauracji, ze  sklepami wypełnionymi niewiele wartymi pamiątkami oraz z niewyobrażalną masą turystów.

Publikacja – reportaż będący zapisem podróży jaką odbył autor jest nostalgiczna, refleksyjna, odrobinę smutna, ale i niepozbawiona żartu oraz ironii. Taka też jest Bretania widziana oczami Jochena Schmidta. Dzięki niemu mamy doskonałą okazję, aby poznać ten region i jego mieszkańców nie wyruszając w podróż. Wspólnie odwiedzamy skaliste wybrzeża, bloki skalne wystające ze spienionego morza, samotne i zapomniane plaże, a także rybackie porty, promenady wypełnione turystami, lasy zamieszkałe przez złośliwe chochliki, góry, skalne groty, megality i fragmenty fortyfikacji Wału Atlantyckiego. Wszystko to sprawia, że już w trakcie czytania książki pojawia się głęboka ochota, aby wyruszyć w podróż i odkryć własną Bretanię.

Współpraca

grupa_Publicat-1500px