Kuba BadachTo była najwspanialsza prywatka w całej Polsce. W niedzielny wieczór Sala Ziemi MTP zamieniła się w miejsce, gdzie można było posłuchać doskonałych dźwięków, pośpiewać, potańczyć i pobawić się w największym gronie przyjaciół.

Poznaniacy po raz kolejny nie zawiedli i pokazali, że znają się na dobrej, wartościowej i bogatej muzyce. Na spotkanie z Kubą Badachem i jego autorskim materiałem muzycznym czekało więcej słuchaczy niż Sala Ziemi była w stanie pomieścić, a wszystkie bilety na ten wyjątkowy koncert zostały sprzedane na długo przed dniem występu. Sam artysta wielokrotnie podkreślał, że stolica Wielkopolski to jego ukochane miasto i nie są to wyłącznie puste słowa, szczególnie jeśli przyjrzymy się zespołowi towarzyszącemu wokaliście na scenie. Byli wśród nich dobrze znani poznaniacy, jak chociażby Jacek Piskorz czy Marcin Górny, obaj mocno zaangażowani również w produkcję solowego albumu Kuby Badacha, Oldschool.

Pierwszy solowy krążek artysty miał swoją premierę 20 października, a niedzielny występ w poznańskiej Sali Ziemi był częścią dużej trasy koncertowej promującej nowe wydawnictwo. To album trudny do zdefiniowania, zaklasyfikowania gatunkowego, czy jakiegokolwiek szufladkowania. Oldschool jest po prostu odzwierciedleniem wszystkich dźwięków, które od wielu lat grają w duszy Kuby Badacha. Odnajdziemy tutaj elementy popu – tego z najwyższej półki skierowanego do słuchacza nieco bardziej ambitnego, są też elementy jazzu oraz improwizacji, a także zafascynowania latami 60., szczególnie pod względem aranżowania poszczególnych piosenek. To nie są łatwe i proste utwory do słuchania w trakcie sprzątania – chociaż niektóre z nich nawiązują i do tej czynności szarego, nudnego życia codziennego. Piosenki zawarte na płycie Oldschool są jednak tak różnorodne i pełne dźwięków, że trudno ich nie kontemplować przy blasku świeć lub barwnych, niemal dyskotekowych świateł.

Taki też klimat zapanował w poznańskiej Sali Ziemi. Bardziej spokojne utwory wybrzmiewające w czerwono-fioletowej kompozycji świateł uzupełniły te bardziej taneczne, podczas których publiczność wraz z zespołem tonęła w feerii barw oraz dźwięków. Muzyczna uczta zaserwowana przez zespół towarzyszących Kubie Badachowi na scenie, porwała publiczność do wspólnej zabawy, a Sala Ziemi zamieniła się w największy parkiet w tym kraju.

Było przede wszystkim ambitnie, bo taki też jest sam Kuba Badach. Wokalista, kompozytor i producent, odnosząc się do lat, w których muzyka była oparta na mocno rozbudowanych strukturach, postawił sobie poprzeczkę bardzo wysoko, ale nie zawiódł. Różnorodność, oryginalność, bogate instrumentarium, a przede wszystkim mocny i pełen emocji wokal artysty w połączeniu z inteligentnymi tekstami o czymś, co jest lub bywa w życiu ważne, stworzyły album nieprzeciętny, ambitny, ale jednocześnie bardzo dostępny dla słuchacza. I być może w tym właśnie tkwi sukces – w przekazywaniu publiczności tego, co naprawdę ukrywa się w duszy. Kiedy dodamy do tego charyzmę, niezwykłe poczucie humoru i bardzo dobry, przyjazny kontakt z publicznością, otrzymujemy materiał na koncert idealny – muzycznie doskonały, ambitny, a jednocześnie nie nudny. I taki właśnie był niedzielny wieczór w Sali Ziemi, spędzony z Kubą Badachem i jego zespołem.