KrągNajmocniejszym elementem Kręgu jest zdecydowanie pomysł. Żyjemy w czasach, w których wiele scenariuszy filmów sci-fi sprzed kilku dekad zdążyło już się spełnić i wielu z nas zakłada, że w kwestii rozwoju technologii już nic go nie zaskoczy.

W tej perspektywie film o absolutnej, wszechobecnej inwigilacji, czujnym, nachalnym i nieopuszczającym człowieka oku kamery, o byciu obserwowanym i skazanym na wieczne bycie w Sieci nie wydaje się być czymś wydumanym i abstrakcyjnym. Niestety, po drodze coś musiało pójść nie tak i film skręca w nie najlepszym kierunku – lekko sypie się struktura, niektóre wątki zdają się być niedopracowane, a motywacje bohaterów uproszczone i niewiarygodne. Choć wciąż broni się pomysł i przesiąkający Krąg klimat niepokoju oraz specyficznego, wciągającego i przerażającego dyskomfortu, nie broni się niestety film jako taki.

Fabuła Kręgu jest dość prosta i już od samego początku nieco uproszczona i schematyczna. Młoda dziewczyna z potencjałem nie może znaleźć dobrej pracy, odpowiadającej jej ambicjom i wykształceniu. Jeździ psującym się samochodem, mieszka z rodzicami, jej ojciec choruje na stwardnienie rozsiane, co wiąże się z koniecznością stałej opieki i przyjmowania drogich leków. W końcu Mae Holland zostaje wciągnięta przez koleżankę do Kręgu – firmy o wielkiej sławie i wielkim potencjale. W ten sposób spełniają się największe marzenia dziewczyny – zaczyna coś znaczyć, zaczyna zarabiać, jest doceniana i może pomóc rodzicom. W końcu jednak zaczyna dostrzegać, że firma funkcjonuje na dość dziwnych, oscylujących na granicy prawa i moralności, zasadach, a świat Kręgu zaczyna ją na zmianę przerażać i fascynować.

Krąg bez wątpienia wciąga, ogląda się go przyjemnie i w pierwszych scenach filmu – z dość dużym zainteresowaniem. Niestety, wraz z rozwojem akcji widz musi pogodzić się z faktem, iż nie ma do czynienia z kinematografią wysokiej klasy. Fabuła zdaje się być bardzo uproszczona i przewidywalna. Podobnie przewidywalna – lecz zupełnie nieuzasadniona psychologicznie – jest ewolucja głównej bohaterki. Śledząc kolejne sceny Kręgu łatwo można się domyślić w jakim kierunku autorzy filmu poprowadzą odgrywaną przez Emmę Watson Mae Holland, choć kierunek ten całkowicie zaprzecza wszystkim cechom, które nadano bohaterce w pierwszych scenach filmu. Także rozwiązania fabularne i zwroty akcji zdają się być w wielu momentach uproszczone.

Niemniej jednak nie można odmówić obrazowi Jamesa Ponsoldta sporego – choć nie do końca wykorzystanego – potencjału. Samo sięgnięcie po książkę Dave’a Eggersa oraz tematykę z pogranicza thrillera i całkiem realnego sci-fi jest posunięciem bardzo ciekawym. Twórcom filmu udało się utrzymać atmosferę tajemniczości, pewnej duszności, poczucia zamknięcia, niepokoju, strachu przed sterowalnością i mechanicznością struktur rządzących światem.

W trafny sposób ujęte zostały w Kręgu relacje łączące pracowników wielkiego koncernu, począwszy od codziennej anonimowości przeciwstawionej pozornej popularności na obowiązkowych portalach społecznościowych, przez imprezy integracyjne (które nikogo z nikim nie integrowały), przypominające show lub wręcz swego rodzaju nową świecką liturgię spotkania pracowników z zarządem firmy, kończąc na postaci samego szefa (tu spore brawa dla Toma Hanksa) i relacji szef-pracownik. Wszystkie te wewnętrzne struktury i ich znaczenie podkreślało zamknięcie, odseparowanie firmy od reszty świata – symboliczny okrągły mur odgradzający to, co na zewnątrz od wspaniałego, nowoczesnego i samowystarczalnego mikrokosmosu Kręgu. I chyba właśnie to – opis świata, który już znamy, który od kilku lat jest także naszym udziałem – stanowi najmocniejszy, najbardziej udany element filmu.

rialto_logo_portal