Wielkie wesele Justina Zackhama to przeurocza i zabawna komedia w gwiazdorskiej obsadzie. Na ekranie pojawia się cała plejada znakomitych aktorów: Diane Keaton, Robert De Niro, Susan Sarandon, Robin Williams, Amanda Seyfried, Katherine Heigl i Topher Grace. I nie ukrywam, że to właśnie obsada przyciągnęła mnie do kina.  Z reguły stronię od współczesnych komedii, w których nie do końca jest się z czego śmiać. Nie oglądam też amerykańskich, komercyjnych produkcji. W przypadku filmu „Wielkie wesele” złamałam zasady i nie żałuję. Jest to lekki i radosny film, przepełniony zabawnymi dialogami i sytuacjami wręcz zmuszającymi do śmiechu.

Pomysł na film powstał w chwili, kiedy reżyser, a zarazem scenarzysta i producent filmu Justin Zackham obejrzał francusko – szwajcarską produkcję Mój brat się żeni. Motyw przewodni obu filmów zdaje się być identyczny – adoptowany syn prosi swoich rozwiedzionych rodziców, aby na czas trwania przyjęcia ślubnego udawali kochających się małżonków. Na tym jednak podobieństwa się kończą. Zackham wykorzystał swoje własne doświadczenia związane z wielomiesięcznymi przygotowaniami do idealnego ślubu i osadził swoich bohaterów w typowej elitarnej rodzinie małego miasteczka w stanie Connecticut. Ekskluzywne kluby sportowe, prywatne szkoły, cotygodniowe przyjęcia to zwykła codzienność miejskich elit. Pod maską idealnego życia kryją się często oszustwa, zdrady, skrywane tajemnice, rozwody i powroty. Nie inaczej jest w przypadku bohaterów filmu Wielkie wesele.

Don (Robert De Niro) i Ellie (Diane Keaton) Griffin są od dziesięciu lat po rozwodzie. Każde z nich poukładało sobie już życie na nowo. Don ma nową partnerkę, z którą pozostaje w nieformalnym związku, a Ellie podróżuje po świecie. Po wielu latach ich drogi ponownie się schodzą. Okazją do spotkania jest ślub adoptowanego syna, Alejandro (Ben Barnes). Wybranką jego serca jest Missy, która aby zadowolić swoich konserwatywnych rodziców nalega na katolicki ślub. Na weselu pojawia się także biologiczna matka chłopaka i jego siostra. Obie mieszkają w Kolumbii i są niezwykle oddane religii. Wypełniają, jak się wydaje, wszystkie nakazy kościoła, przestrzegają zakazów i wystrzegają się niemoralnych zachowań. Alejandro, aby nie sprawić przykrości swojej biologicznej matce, prosi rodziców, aby na czas jego wesela odegrali idealne, zgodne małżeństwo. I tak zaczyna się komedia pomyłek, dwuznacznych sytuacji, zaskakujących zwrotów akcji i zabawnych dialogów. Ale prawda w końcu wychodzi na jaw. Długo skrywane tajemnice zostają zdradzone i okazuje się, że nikt nie jest tym, kogo grał przez ostatnie dni, a nawet lata. Czy w takim chaosie narzeczeni powiedzą sobie sakramentalne „tak”?

Film Wielkie wesele ukazuje rodzinę, która, chociaż rozrzucona po świecie, nadal stanowi jedność. Don i Ellie zawsze byli sobie bliscy, a nowa partnerka mężczyzny – Bebe (Susan Sarandon) jest nie tylko macochą, ale także matką dla trójki dorosłych już dzieci swojego partnera i przyjaciółką jego byłej żony. Film pokazuje skomplikowane relacje rodzinne, których nie zachwiały żadne trudności, problemy i rozstania. Mimo powierzchownej niechęci, wszyscy są rodziną i jako rodzina tworzą jedność. Nawet jeśli w tej rodzinie jest jeden ojciec i aż trzy matki.

Obraz Justina Zackhama stanowi doskonałą odskocznię od szarej codzienności i jest komedią wyjątkowo inteligentną nie pozbawioną emocjonalnych i poruszających scen, które zmuszają do refleksji nad własnym życiem. Taki trochę „komediodramat, w którym każdy będzie potrafił ujrzeć cząstkę samego siebie” – mówi producent filmu, Richard Salvatore. I trudno się z nim nie zgodzić.

DSC_6620.NEF

DSC_5142.NEF