Ziarno prawdy plakatPowieści kryminalne Zygmunta Miłoszewskiego są jednymi z najczęściej czytanych i głośno komentowanych książek w Polsce. Tłumaczone na kilkanaście języków, w tym angielski, niemiecki, francuski, rosyjski, włoski, hiszpański czy hebrajski, cieszą się dużą popularnością na całym świecie. Największy rozgłos przyniosła autorowi trylogia kryminalna, której głównym bohaterem jest prokurator Teodor Szacki. Dwie pierwsze części: Uwikłanie oraz Ziarno prawdy doczekały się już adaptacji na duży ekran. Tej ostatniej podjął się reżyser Borys Lankosz, a premiera filmu odbyła się 30 stycznia 2015 roku.

Podobnie jak w powieści Miłoszewskiego, bohaterem jest Teodor Szacki (Robert Więckiewicz), który przeprowadza się ze stolicy do Sandomierza, aby rozwikłać zagadkę tajemniczej śmierci młodej kobiety. Pomagają mu w tym, z różnym skutkiem, Barbara Sobieraj (Magdalena Walach) i Leon Wilczur (Jerzy Trela) z sandomierskiej prokuratury.

Przyznam szczerze, że jestem w tej mniejszości, która z twórczością Miłoszewskiego nie miała wcześniej styczności. Przekraczając próg sali kinowej wiedziałam o nowym filmie Lankosza tylko tyle, że jest próbą rozwikłania zagadkowej śmierci młodej działaczki społecznej. Jej nagie ciało zostaje porzucone w miejscu publicznej, a sposób w jaki odebrano jej życie przypomina rytualny ubój zwierząt dokonywany przez wyznawców judaizmu. Film, podobnie jak powieść, próbuje rozwiązać tajemniczą śmierć młodej kobiety, a także zmierzyć się z masową histerią mieszkańców Sandomierza. Dla nich brutalne zabójstwo przynosi bolesne wspomnienia sprzed sześćdziesięciu lat.

Nie jestem wielbicielką kryminałów, szczególnie polskich. Z trudem oglądam je dłużej niż kwadrans, a to z tego powodu, że są bardziej niż przewidywalne i wystarczy zaledwie kilka minut, żeby domyślić się kto i w jakim celu zabił. Także tym razem do kina wchodziłam bez entuzjazmu i z dużą dozą ostrożności. Zupełnie niepotrzebnie. Ziarno prawdy Borysa Lankosza jest kryminalnym arcydziełem. Akcja wciąga już od pierwszych scen i trzyma widza w napięciu aż do napisów końcowych. Fabuła jest wyjątkowo zaskakująca i absolutnie nieprzewidywalna, a przede wszystkim na długo pozostająca w pamięci. Film nie jest pozbawiony wyjątkowo brutalnych i mocnych scen, które mogą wywołać przerażenie u nieco wrażliwszych widzów. I chyba właśnie ten dziwny rodzaj strachu, jaki wywołuje Ziarno prawdy jest jednym z jego największych atutów.

Wątkiem, wokół którego zbudowana została cała fabuła jest lęk przed tym, co nieznane, obce, inne. Wciąż obecny i powracający antysemityzm, podsycany po zabójstwie młodej kobiety przez lokalne media wywołuje ogólną histerię mieszkańców Sandomierza, którzy nagle zaczynają żyć przeszłością. Obawy, strach i wspomnienia sprzed ponad pół wieku ponownie stają się teraźniejszością rodząc fałszywe oskarżenia i wzbudzając w społeczeństwie nienawiść. Twarde dowody są już tylko istotne dla stanowczego, trochę ordynarnego prokuratora Szackiego. Mieszkańcy Sandomierza, na podstawie zaledwie ziarna prawdy zawartego w histerycznych i hipotetycznych informacjach przekazywanych przez dziennikarzy, wydają własny wyrok. Wyrok nie poparty żadnymi dowodami. Teodor Szacki oraz współpracujący z nim Barbara Sobieraj i Leon Wilczur muszą zmierzyć się nie tylko z tajemniczym zabójstwem, ale również z plotkami i ludzkim gadaniem.

– Ziarno prawdy ma w sobie wszystko, co interesuje mnie w kinie: ważny temat, wciągającą intrygę, świetnego, nietuzinkowego bohatera i kapitalną konstrukcję – powiedział Borys Lankosz. W pełni zgadzam się z tą opinią, która odnosi się nie tylko do samej powieści Miłoszewskiego, ale również do filmu, który jest jej ekranizacją. Wciągająca i trzymająca w napięciu fabuła, nieprzewidywalne zwroty akcji oraz doskonała obsada czynią z Ziarna prawdy jeden z najlepszych polskich filmów kryminalnych nakręconych w ostatnich latach.

Współpraca

rialto_logo_portal