Polska megaprodukcja roku! Filmowe arcydzieło! Historia, która przekracza granice wyobraźni! Takimi hasłami producent i dystrybutor reklamują najnowszy film Łukasza Barczyka, Hiszpanka. Film, który pokazuje historię jedynego zwycięskiego polskiego powstania, a mianowicie Powstania Wielkopolskiego. I trudno nie zgodzić się z tym ostatnim hasłem, że Hiszpanka to pierwszy długometrażowy film fabularny traktujący o Powstaniu, które wybuchło 27 grudnia 1918 roku w Poznaniu. Poza tym jednym faktem, pozostałe idiomy mające zachęcić widza do wizyty w kinie są chyba nietrafione.

13_HSP0

Hiszpanka to ponad 1000 godzin planu filmowego, 5000 ujęć, w tym aż ponad 450 z efektami specjalnymi, a sceny batalistyczne kręcono przy użyciu sześciu kamer jednocześnie. Film realizowano w czterech miastach: Poznaniu, Warszawie, Berlinie i Londynie. Produkcja nakręconego z wielkim rozmachem obrazu pochłonęła aż dwadzieścia cztery miliony złotych, czyli więcej niż początkowo planowano. Poza budżetem nie udało się również dotrzymać planowanego terminu premiery filmu Barczyka. Zdjęcia rozpoczęły się w październiku 2012 roku, a zakończyły cztery miesiące później. Uroczysta premiera Hiszpanki planowana była na grudzień 2013 roku, czyli na 95. rocznicę wybuchu Powstania Wielkopolskiego. Niestety, postprodukcja filmu opóźniła się tak bardzo, że film trafił na ekrany kin ponad rok później, czyli 23 stycznia 2015 roku.

Rozmach, wielkie pieniądze, szczegółowy i skupiony na detalach montaż ostatecznej wersji filmu, a także przekraczanie granic wyobraźni widza nie spowodowały, że Hiszpankę można uznać za arcydzieło, jak życzyłby sobie tego dystrybutor filmu. Wręcz przeciwnie. Dwugodzinny obraz wieje nudą, sceny są mocno przeciągane, jak chociażby wirujący seans spirytystyczny czy kilkuminutowa walka Paderewskiego z muchą, a z dialogów niewiele wynika. Połączenie różnych gatunków – kryminału, sensacji i komedii spowodowało, że widz ogląda na ekranie powieść fantasy, która równie dobrze mogłaby być ekranizacją jednej z baśni Braci Grimm.

wyborVUE_HPteatr_1134

Ale mieszanie gatunków to nie jedyny zabieg, który utrudnia odbiór Hiszpanki. Reżyser zdecydował się na połączenie bohaterów rzeczywistych, a nawet historycznych, jak Paderewski, czy inżynier Ceglarski kojarzący się mocno z Cegielskim, z bohaterami nie tylko fikcyjnymi, ale nawet mało realnymi. Zupełnie jak w opowieści o Czerwonym Kapturku i złym wilku, która poprzez antropomorfizację dzikiego zwierzęcia sprawia, że całość przestaje być w choćby najmniejszym stopniu realna. Podobnie stało się z bohaterami Hiszpanki. Widz ma głębokie przekonanie, że wszystko, co ogląda na ekranie jest wytworem wyobraźni scenarzysty i reżysera, a żaden z bohaterów nie istniał naprawdę. Podobnie jak każde wydarzenie budujące akcję filmu, a przecież osadzone w kontekście historycznym, staje się tylko kolejną sceną. Bardziej lub mniej zrozumiałą, chociaż niestety mam wrażenie, że tych drugich jest w Hiszpance znacznie więcej.

Nie zachwyca również gra aktorów, którzy po prostu pojawili się na planie filmowym w określonym czasie i powiedzieli te fragmenty scenariusza, które zostały przypisane ich bohaterom. W ich grze przebija zimno i chłodna kalkulacja. Tego, czego mi najbardziej zabrakło to emocje, gra twarzą, wzrokiem, mimiką, gestami, czy choćby całym ciałem. Aktorzy po prostu pojawiają się na ekranie i znikają. Nie pomogła nawet międzynarodowa obsada filmu – Crispin Glover w roli mrocznego doktora Abuse będącego na usługach pruskiej armii, czy Florence Thomassin jako Francuska Anne Besaint, próbująca ocalić życie Paderewskiego. Aktorzy nie zapadają w pamięć, są pozbawieni dramatyzmu i uczuć.  Podobnie zresztą jak cały film. Hiszpanka jest zbudowana z przeciągających się i niewiele znaczących scen, które nie zawsze i nie w pełni do siebie pasują. Pogłębiają wrażenie oderwania filmu od rzeczywistości i osadzenia całej akcji w seansie spirytystycznym, którym kierują siły nadprzyrodzone.

wyborVUE_hiszp2_12215IMG_0381

Sama fabuła filmu pozostaje daleka od oczekiwań widza. Bohaterowie zafascynowani mistycyzmem i spirytyzmem, którzy łączą się telepatycznie z Ignacym Janem Paderewskim po to, aby ocalić jego życie przed mrocznym doktorem Abuse wydaje się być trywializowaniem roli jaką odegrał ten pianista i polityk w kształtowaniu się niepodległej Polski. Spirytyzm, wywoływanie duchów i telepatia zagłuszają w filmie sens wybuchu powstania, a także nastroje panujące przed Hotelem Bazar w dniu przyjazdu Paderewskiego. Muszę przyznać, że dobrze się stało, iż Hiszpanka nie jest kolejnym męczeńskim dramatem historycznym pokazującym tylko i wyłącznie bohaterstwo powstańców. Wydaje mi się jednak, że ogromny sukces, jakim niewątpliwie było Powstanie Wielkopolskie – jedno z niewielu w długiej historii Polski zakończone zwycięstwem, zasługuje na znacznie więcej powagi i szacunku zarówno ze strony reżysera, a co za tym idzie, również od widza. Niestety, po obejrzeniu Hiszpanki widz nie pamięta, kto wygrał Powstanie, ani nawet, że ono wybuchło. Zapamięta natomiast wirujących bohaterów siedzących przy stole, którzy za pomocą podwiązki łączą się telepatycznie z przebywającym w Londynie pianistą.

wyborVUE_hiszp2_13239IMG_1431 1

Jedynym walorem filmu Barczyka jest to, że jako jeden z niewielu filmów w całej historii polskiej kinematografii pokazuje Poznań. Ujęcia katedry z lotu ptaka, czy renesansowej kamienicy z widokiem na ratuszową wieżę są tym, co być może zachwyci widza, szczególnie poznańskiego widza. Szkoda, że promocja miasta, bo przecież nie samego Powstania Wielkopolskiego, które w filmie istnieje wyłącznie jako tło, musiała pochłonąć tak duże pieniądze. A jednocześnie nie wniosła do historii polskiego kina niczego nowego i godnego zapamiętania.

[fot. materiały prasowe dystrybutora filmu]

Współpraca

rialto_logo_portal