50. jubileuszowy Krajowy Festiwal Piosenki Polskiej w Opolu przeszedł już do historii. Jeszcze zanim się rozpoczął wywoływał wiele emocji, wzbudzał kontrowersje i rodził konflikty na rodzimej scenie muzycznej. Organizatorom zarzucano, że dobór artystów opierają na prywatnych znajomościach i sympatiach. Muzycy takich zespołów jak Łzy czy Brathanki wydawały oświadczenia, że byłe wokalistki przywłaszczyły sobie ich piosenki, które wcześniej zdobyły ogromną popularność. Tegoroczny Festiwal w Opolu, chociaż zakończył się kilka dni temu, wciąż wzbudza ogromne zainteresowanie mediów i wciąż wzbudza kontrowersje. Zarówno serwisy internetowe, jak i media drukowane rozpisują się o tym, kto przyjechał do Opola, a kto odmówił udziału w koncertach, kto jaką miał kreację, jakie gafy popełnili konferansjerzy, kto wygrał, a kto powinien otrzymać wyróżnienie. Nie milkną echa wręcz historycznego występu Natalii Niemen, która wykonała utwór Dziwny jest ten świat i trzeba przyznać, że zrobiła to wręcz po mistrzowsku. Jestem pewna, że ojciec Natalii, wspaniały wokalista i wybitny muzyk, Czesław Niemen byłby z niej dumny.

„…Nadszedł już czas, najwyższy czas, ażeby co? Ażeby ci którzy złorzeczą, ażeby ci którzy plują jadem, ażeby ci którzy bezprawnie pysznią się prawością, może by tak spróbowali stać się ludźmi dobrej woli? Bo ludzi dobrej woli jest więcej! Bo miłość jest silniejsza niż nienawiść!! Bo życie jest mocniejsze niż śmierć! Oto czas, najwyższy czas by nienawiść zniszczyć w sobie.”

Słowa, które podczas swojego występu wykrzyczała pani Natalia były odpowiedzią na wszystkie ataki, jakie spotkały ją i jej rodzinę po śmierci artysty. Aż trudno uwierzyć, że ten fragment występu był improwizacją, jak twierdzi wokalistka.

Dziennikarze skupiają swoją uwagę na nieudanym występie aktorki Joanny Moro, która zaśpiewała, a raczej próbowała zaśpiewać, piosenkę Człowieczy los z repertuaru Anny German. Cóż, wystarczy powiedzieć, że ten występ, inaugurujący tegoroczny Festiwal okazał się mało przekonujący i trudno oprzeć się wrażeniu, że miejsce pani Joanny jest raczej na teatralnej (lub filmowej), a nie muzycznej scenie. Obiektywnie muszę jednak przyznać, że w roli prowadzącej ostatni koncert Festiwalu Joanna Moro była niezwykle elegancka i urocza, chociaż dało się zauważyć towarzyszącą jej ogromną tremę.

W tym samym czasie fotoreporterzy prezentują swoje cenne zdobycze, na których można zobaczyć Annę Dereszowską odsłaniają więcej niż planowała albo Katarzynę Pakosińską bez jednego buta.

Podsumowując 50. KFPP w Opolu postanowiłam odejść od wszelkich doniesień o charakterze plotkarskim i skupić się na tym, co dla Festiwalu najważniejsze, czyli na muzyce. Niestety, i tutaj nie było najlepiej. Piosenki zaprezentowane podczas koncertów Superpremiery i Superjedynki były cukierkowe, podobne do siebie i trudno oczekiwać, żeby stały się przebojami. A przecież w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych Festiwal był kuźnią przebojów nie tylko na nadchodzący sezon, ale na długie lata. W tegorocznych koncertach dominowali celebryci, którzy swoje kariery zawdzięczają udziałowi w telewizyjnych programach talent show i którym daleko do gwiazd występujących na opolskiej scenie jeszcze dziesięć lat temu. Nic więc dziwnego, że wokalistki obdarzone talentem i niezwykłym, mocnym głosem zrezygnowały z udziału w tegorocznym Festiwalu.

Niestety, również koncert debiutów nie zabłysnął. Konferansjerka Maryli Rodowicz i Borysa Szyca była sztuczna i zachęcała raczej do wyciszenia odbiornika telewizyjnego niż do wsłuchiwania się w treść. Interpretacje piosenek gwiazdy polskiej muzyki rozrywkowej były wręcz nudne. Trudno się dziwić, że nagrodę główną im. Anny Jantar otrzymała aktorka i wokalistka Natalia Sikora, znana ze swojego temperamentu, nieposkromionego charakteru, czym niewątpliwie wyróżnia się spośród innych artystów. Czy jej występ rzeczywiście był najlepszy? Naszej redakcji najbardziej podobała się interpretacja Marty Podulki (Dobranoc panowie) oraz opolanki, Pauliny Lulek (Małgośka).

Przez 50 lat swojego istnienia Festiwal w Opolu przechodził liczne metamorfozy, mijał kolejne zakręty, odnosił sukcesy i zaliczał „wpadki”. Zawsze był, lub starał się być, świętem polskiej piosenki. Niestety, od czasów rozpowszechnienia telefonów komórkowych, co nastąpiło mniej więcej dziesięć lat temu, Festiwal opolski stał się świętem krzykliwej konferansjerki i nieustającego nawoływania do głosowania. Kusząc atrakcyjnymi nagrodami, prowadzący poszczególne koncerty skupiają się na zachęcaniu widzów do głosowania, a realizatorzy po kilka razy przypominają występy poszczególnych wykonawców. Tak jakby najważniejszym było głosowanie publiczności zgromadzonej przed telewizorami. Muzyka zeszła na dalszy plan.

To, co broni tegoroczną edycję Festiwalu to z pewnością niedzielny koncert jubileuszowy Opole kocham cię!, na którym pojawiły się największe gwiazdy polskiej muzyki rozrywkowej. Byli i dziennikarze muzyczni, i tekściarze, i kompozytorzy i wykonawcy niezapomnianych przebojów. Konferansjerzy, niezwykle eleganccy, o czym wspominałam wcześniej, ograniczyli się do stonowanych zapowiedzi kolejnych artystów pojawiających się na scenie. Zupełnie jak za dawnych lat. Zamiast wręcz nachalnego przypominania o głosowaniu, były wspomnienia tych, którzy wciąż zachwycają swoim talentem, a także wspomnienia o tych, których nie ma już wśród nas. Niedzielny koncert zachwycał, wywoływał dreszcze i był prawdziwym świętem polskiej piosenki. Może organizatorzy powinni podążać właśnie tą drogą?

Na specjalne uznanie zasługuje również fakt, że telewizja nie przerwała transmisji koncertu i nie skracała piosenek tylko po to, żeby zmieścić się w czasie antenowym. I chociaż koncert zakończył się długo po północy okazał się medialnym sukcesem. Jak podają Organizatorzy Opole kocham cię zgromadziło przez telewizorami ponad 6 milionów widzów na całym świecie. Może to jest odpowiedź na pytanie, jak powinien wyglądać 51. KFPP w Opolu?