nie-lubie-kotowOne – wykształcone, wzorowe matki i perfekcyjne żony, na co dzień przykładne pracownice wielkich firm: znanych korporacji, liczących się na rynku wydawnictw i szanowanych kancelarii prawniczych. Oni – również wykształceni, przystojni, mający pieniądze na każdą zachciankę, mieszkający na zamkniętych i pilnie strzeżonych osiedlach. Kim są? Współczesnymi trzydziestolatkami mieszkającymi w stolicy, którzy marzą o pieniądzach, popularności i życiu jak w bajce. Nie wszyscy są stąd, ale wszyscy dali się złapać w chaos i bezlitosną siatkę dzisiejszej Warszawy.

Nie masz pracy, nie masz pieniędzy na egzotyczne wakacje, twoje dzieci nie chodzą do prywatnych szkół, nie uprawiasz codziennie przed pracą joggingu? Jesteś nikim! Człowiekiem z marginesu, któremu należy się wyłącznie współczucie.

Niepracująca córka szanowanego adwokata – Malina, córka znanego i lubianego pisarza – Karolina i debiutująca pisarka Dagmara to trzy pozornie szczęśliwe bohaterki powieści Nie lubię kotów Katarzyny Zyskowskiej – Ignaciak. Są piękne, szczupłe, młode i zdrowe. Pod maską codziennej radości skrywają jednak nie jedną tajemnicę. Towarzyszą im korporacyjny geniusz – Wojtek, utalentowany prawnik dbający przesadnie o swój wizerunek – Daniel oraz prowadzący rozrywkowy tryb życia i nie stroniący od używek – Konrad. Sześciu przyjaciół, którzy tak naprawdę nie wiedzą o sobie nic. Przez całe dorosłe życie chowają się za wcześniej wybranymi maskami, udając, że ich egzystencja to pasmo samych sukcesów. O porażkach się nie mówi, a niepowodzenia chowa się głęboko w zaciszu własnego mieszkania.

Współcześni trzydziestolatkowie, którzy zostali skazani na sukces. Na ich wizerunku nie może być żadnej rysy, bo przecież głęboko wierzą w to, że są idealni. I inni też muszą w to wierzyć. Tymczasem ich życie jest wypełnione samotnością, smutkiem, wieczną ucieczką przed samym sobą i brakiem prawdziwego sensu, który nadałby ich codzienności jakiś cel. Żyją z dnia na dzień wierząc, że światem rządzi pieniądz i to on jest celem istnienia. Nic, poza dobrami materialnymi nie ma dla nich żadnego znaczenia. Miłość to banał, dzieci to niepotrzebny wydatek pieniędzy i przeszkoda w karierze, a zdrada to po prostu normalna część dorosłego życia. Ich system wartości opiera się na gromadzeniu, a nie na przeżywaniu. Najważniejszy staje się stan konta bankowego.

Katarzyna Zyskowska – Ignaciak błyskotliwie i bardzo trafnie opisała świat trzydziestoletnich mieszkańców współczesnej Warszawy, którzy pod grubą maską pozornego szczęścia ukrywają smutek, żal, cierpienie, łzy i samotność. Swój codzienny ból topią w alkoholu, a wyrzuty sumienia zagłuszają kokainą i marihuaną. Wciąż jednak wierzą, że są idealni. Starannie ukrywają przed światem to, co mogłoby okazać się nawet najdrobniejszą rysą na ich wspaniałym wizerunku. Nawet przed przyjaciółmi nie odsłonią swoich słabości – rozbitych rodzin, kłócących się rodziców, niechcianej ciąży, która pewnego dnia znika, ani porzucenia i wyrzeczenia się własnej córki. Zdradzają i są zdradzani, wykorzystują innych dla własnych korzyści i jednocześnie sami są wykorzystywani, oszukują i są okłamywani. Nie ma dla nich żadnej nadrzędnej wartości, która spowodowałaby, że na chwilę przystaną i oddadzą się refleksji. Machina wielkiego miasta i wymagających poświęcenia korporacji wciągnęła ich tak bardzo, że stracili samych siebie. Są tylko małą częścią ogromnej sieci, w której rządzą konformizm i oportunizm. To one nadają ukryty sens ich życiu, które coraz częściej toczy się w świecie wirtualnym niż tym rzeczywistym.

W sieci można być kimś innym – można udawać kogoś, kim się nigdy nie było. Można zbudować postać, którą się podziwia, i której się zazdrości – mieszkania, pracy, pieniędzy, samochodu, podróży, kochającego małżonka i idealnego życia. I nawet przyjaźnie są w sieci dużo łatwiejsze, bo ograniczają się do kilku kliknięć Lubię to na portalach społecznościowych. Nie ma tu miejsca na niepotrzebne uczucia, zbędne emocje i głębokie relacje. Wszystko jest takie, jakie sami zaplanujemy.

Bohaterowie powieści Nie lubię kotów żyją obok siebie. Sami siebie nazywają przyjaciółmi, ale dla nich to wyraz bez żadnego znaczenia, podobnie jak obiad, stół czy drzewo. Nie wymaga poświęceń, nie wymaga szczerości, nie wymaga codziennych spotkań i wzajemnej pomocy w trudnych chwilach – bo przecież w ich życiu są tylko te dobre i radosne. A chwile słabości są głęboko ukrywane w zakamarkach własnej duszy i nigdy nie ujrzą światła dziennego.

Obraz współczesnego świata jaki maluje autorka powieści jest smutny, a jednocześnie, mam wrażenie, niezwykle prawdziwy. Może więc nadszedł najwyższy czas, aby zastanowić się nad tym, co w życiu powinno być najważniejsze. Czy naprawdę siła pieniądza i korporacyjna kariera są w stanie zastąpić nam głęboki, emocjonalny i pełen uczuć kontakt z drugim człowiekiem? Czy zdrada i oszustwo muszą być zwykłą codziennością, obowiązującą normą, która otrzymała przyzwolenie społeczne?