Anita Lipnicka - Miód i dymAnita Lipnicka to jedna z czołowych polskich wokalistek, która od lat czaruje swoich fanów niezwykle aksamitną i ciepłą barwą głosu. Jest mistrzynią romantycznych ballad i autorką wyjątkowo intymnego nastroju w piosenkach. Po 25 latach obecności na scenie, postanowiła zaskoczyć słuchaczy pokazując nieco odmienne oblicze.

Anita Lipnicka zyskała popularność występując z zespołem Varius Manx, z którym wyśpiewała takie przeboje jak Zanim zrozumiesz, Piosenka księżycowa czy Pocałuj noc. Po nagraniu dwóch albumów, odeszła z zespołu i rozpoczęła karierę solową – naznaczoną kolejnymi balladami, które na stałe wpisały się w kanon polskiej piosenki rozrywkowej. Późniejsza współpraca z Johnem Porterem i ich wspólne albumy budowały magiczny, intymny świat, którym zdobyli serca słuchaczy i krytyków. Rok 2013 przyniósł kolejny solowy album Anity – Vena Amoris, którym artystka kontynuowała romans z nastrojowymi piosenkami. Odmianę przyniosła wydana pod koniec 2017 roku płyta Miód i dym, nagrana wspólnie z zespołem The Hats.

Nowy album Anity Lipnickiej to trzynaście kompozycji, balansujących pomiędzy takimi gatunkami jak bluegrass, country i pop. Niejednorodna i niedająca się zamknąć w żadne sztywne ramy stylistyczne, zabiera słuchacza w daleką podróż – tak w czasie, jak i przestrzeni. Bogate instrumentarium oraz aksamitny wokal artystki idealnie komponują się z warstwą tekstową, będącą refleksją nad życiem spełnionym, a jednocześnie naznaczonym utraconą miłością, dojrzałością i pokorą.

Na płycie przeważają znacznie weselsze utwory niż te, do których przyzwyczaiła nas Anita na przestrzeni lat. Choć i tu nie brakuje spokojnych ballad, zaśpiewanych niemal a’capella, jak chociażby piosenka Jak Bonnie i Clyde – czwarty singiel promujący album. Gościnnie możemy tu usłyszeć Tomka Makowieckiego, który nie jest jedynym artystom zaproszonym przez wokalistkę do współpracy. Na płycie pojawiają się również Julia Pietrucha, Fismoll i Ralph Kamiński. Niespodzianką jest także obecność kwartetu smyczkowego, który dodaje całości lekkości.

Nowa propozycja Anity Lipnickiej to idealna płyta na początek wiosny – coraz cieplejsze i bardziej słoneczne dni oraz długie podróże samochodem. Rytm większości piosenek wprost zachęca do dalekich wojaży – z dala od szarego i wciąż pędzącego miasta, gdzieś na łono natury – do lasu, nad wodę, na łąki – jak śpiewa artystka w utworze Z miasta, otwierającym album.

To płyta lekka, łatwa i przyjemna, ale jednocześnie pełna życia, nadziei, spełnienia i kobiecości. Bogata pod względem instrumentalnym i zdecydowanie weselsza od poprzednich wydawnictw. Jedyne, co można zarzucić albumowi Miód i dym to niejednorodność językowa. Przeplatanie piosenek śpiewanych w językach polskim i angielskim wprowadza niepotrzebny i niczym nieuzasadniony chaos. Zdecydowanie wolałabym, aby płyta została utrzymana w jednorodności językowej – może wówczas powstałyby dwa, zupełnie odmienne albumy?