Zegarmistrz światłaSex, drugs and rock’n’roll wołali hipisi za oceanem w latach 70. To hasło przewodnie towarzyszyło wszystkim miłośnikom dobrego, rockowego grania na całym świecie. Czy w Polsce lat 70. było inaczej?

Pod koniec stycznia nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka ukazał się wywiad rzeka z Tadeuszem Woźniakiem, jednym z czołowych muzyków lat 60. i 70. Artysta wspomina złote czasy dla polskiego big beatu, wielomiesięczne trasy koncertowe, solowe płyty i długie godziny spędzane w studiach nagraniowych. Tadeusz Woźniak zdradza również, co myśli o używkach i jaki jest jego związek z kościołem katolickim.

Wywiad przeprowadził Witold Górka, redaktor muzyczny i filmowy, współautor książki Alfabet muzyczny, którą napisał wspólnie z Markiem Sierockim. Tym razem postanowił przyjrzeć się bliżej jednemu z czołowych wykonawców lat 70., Tadeuszowi Woźniakowi. Książka Zegarmistrz światła jest zabawną i różnorodną opowieścią o życiu, muzyce, rodzinie, młodzieńczych marzeniach i trudnych czasach PRL-u. Artysta wspomina biedę, którą poznał już we wczesnym dzieciństwie, opowiada o częstych zmianach szkoły, miłości do baletu i muzyki. Z troską opowiada o swoim życiu rodzinnym, pierwszej oraz obecnej żonie, a także o swoich trzech synach: Piotrze, Mateuszu i Filipie. W jego sercu jest również miejsce dla Mateusza – syna drugiej żony, Joli.

Tadeusz Woźniak pojawił się na muzycznej scenie w roku 1966, podczas występu z zespołem Dzikusy. Był również gitarzystą Niebiesko-Czarnych i Czesława Niemena. Występował z grupą Czterech. W 1967 zadebiutował jako kompozytor, a rok później rozpoczął karierę solową, która z przerwami trwa do dzisiaj. W swoim bogatym dorobku kompozytorskim ma ponad 200 piosenek i 100 inscenizacji teatralnych. W połowie lat 70., już po sukcesie największego przeboju – Zegarmistrz światła, porzucił życie w niekończących się trasach koncertowych na rzecz swojej drugiej miłości – teatru. Przez długie lata to właśnie teatr, szczególnie ten dramatyczny, stał się jego artystycznym domem. Zrealizował muzykę do takich produkcji jak: Mistrz i Małgorzata, Zemsta czy Wesele.

Z czasem miłość do teatru zaczęła się wypalać, a Tadeusz Woźniak zatęsknił za scenę – tą muzyczną. Po dwudziestu latach nieobecności, powrócił do śpiewania. W 1991 roku na rynku ukazała się płyta Zegarmistrz światła, na której znalazły się nowe wersje starych i dobrze znanych piosenek artysty. Od tamtej pory Tadeusz Wożniak komponuje, nagrywa i regularnie koncertuje. W jego muzyce przeplatają się tęsknota za big beatem, poezja śpiewana i formy teatralne.

W rozmowie z Witoldem Górką przybliża nie tylko historię swojego życia – zawodowego i prywatnego, ale również opowiada o losach polskiej muzyki rockowej i rozrywkowej. Zdradza, jak wyglądały trasy koncertowe, w jaki sposób wypełniano czas wolny pomiędzy kolejnymi występami i co rządziło zawieranymi przyjaźniami. Czasem na chwilę, a innym razem na długie lata. Jak chociażby ta z tekściarzem Bogdanem Chorążukiem.

W wywiadzie odnajdziemy również odniesienia do lokalnego podwórka. Tadeusz Woźniak wspomina bowiem czasy świetności Estrady Poznańskiej, która była kuźnią talentów i najprężniej działającą instytucją koncertową w całej PRL-owskiej Polsce. Ciekawostką jest również fakt, że w roku 2011 podczas nagrywania albumu Tadeusz Woźniak Live, który powstał w studiu Radia Opole, na gitarze grał poznański muzyk, Przemysław Śledź Sledziuha. „Przemek zagrał świetną solówkę na gitarze elektrycznej w „Zegarmistrzu światła”. Muszę powiedzieć, że bardzo lubię tę wersję, brzmi niezwykle świeżo” – z sentymentem wspomina Woźniak.

Zegarmistrz światła to barwna i pełna niebanalnych opowieści historia polskiej muzyki rozrywkowej. To ciekawa rozmowa o muzyce, teatrze, życiu i społeczno-politycznych mechanizmach rządzących przemysłem muzycznym. To także anegdoty o życiu artysty, kompozytora, wokalisty, którego życie przeplatały sukcesy i porażki.