PokottW nowym filmie Agnieszki Holland Pokot, na łów jadą nie myśliwi, a ich przeciwnicy. Pod ostrzałem stają władza i wykorzystywanie pozycji do sprawowania kontroli nad słabszym hierarchicznie człowiekiem, zwierzęciem i naturą, zaściankowa mentalność, bezmyślne powtarzanie utartych schematów, czy też tłumaczenie czynów wątpliwych etycznie tradycją i działaniem w celach wyższych. Czy obława była udana?

Pokot Agnieszki Holland, oparty na nieoczywistym thrillerze Olgi Tokarczuk Prowadź swój pług przez kości umarłych, książki prowokującej, na poły satyrycznej, na poły groteskowej, podszytej elementem grozy i specyficznym, niepowtarzalnym klimatem, opowiada historię mieszkanki Kotliny Kłodzkiej, Janiny Duszejko oraz jej znajomych. Wszyscy bohaterowie są dość silnie naznaczeni przez los, wyobcowani, nie wpisują się w powszechnie panujące kanony oraz normy, a łączy ich pewien rodzaj pozytywnej wrażliwości i oderwania od świata. Przeciwstawiona zostaje im lokalna elita, której główną, jednoczącą i podkreślającą rangę społeczną rozrywką jest całoroczne strzelanie do zwierząt. Obie grupy wplątane zostają w serię tajemniczych morderstw, ofiarą których jako pierwszy pada nielubiany sąsiad Duszejko, gbur i kłusownik. Akcja filmu organizuje się wokół rozwiązania zagadki oraz prowadzonej przez bohaterkę krucjaty przeciwko zabijaniu zwierząt.

Filmowi Agnieszki Holland udaje się oddać klimat powieści Tokarczuk. Przepiękne sudeckie krajobrazy, zmieniające się pory roku podkreślające cykliczność naturalnego kalendarza, zagubione gdzieś w górach domostwa oraz w końcu – sami bohaterowi – tworzą spójną, urokliwo-przerażającą całość, tożsamą z tym, co stworzyła w Prowadź swój pług… autorka. Atmosferę budują tu wyjątkowo udane zdjęcia, niewymuszona, czasami ocierająca się wręcz o naturszczykowość gra aktorska oraz zasługująca na duże brawa muzyka.

Świat przedstawiony w filmie wydaje się być nieco przerysowany i uproszczony. Na dwóch przeciwnych krańcach umieszczeni zostają pozytywni wariaci, nadwrażliwcy o nieugiętym kręgosłupie moralnym, żyjący w zgodzie z naturą dobre duchy, którym przeciwstawieni zostają przedstawiciele władzy, patriarchatu, miejscowej elity – policjanci, biznesowi potentaci, dyrekcja szkoły czy ksiądz. I choć obraz ten wydaje się nieco zbyt prosty, nasuwa się tu także myśl, że o sprawach o tak pierwotnym charakterze, o fundamentalnej wrażliwości, o rzeczach, o których dzisiejszy świat momentami zapomina, mówić można posługując się wyłącznie kalkami i odwracając świat całkowicie do góry nogami, przerysowując go, oddając głos tym, którzy go na co dzień nie mają – ludziom bez pozycji, bohaterom po przejściach, załamaniach nerwowych, czy w końcu – pośrednio – zwierzętom. Przy pomocy owej odwróconej hierarchii, nieco groteskowego, miejscami nierealnego, hiperbolicznego obrazu, Pokot zmusza do myślenia nad kierunkiem, w jakim zmierza dzisiejszy świat. Zmusza do refleksji nad tym, czy naprawdę zadawanie bólu, krzywdzenie i mordowanie w imię tradycji, sportu, zabawy, pieniędzy czy nowego futra, stało się czymś oczywistym, wręcz normalnym. Bohaterowie filmu, swoją postawą, proponują widzowi nieco odmienne spojrzenie na otaczający świat. Zamiast ciągłego zachłystywania się postępem warto byłoby zwolnić i przypomnieć sobie, że harmonia z naturą nie była stanem złym.

Batalia wytoczona przez autorkę filmu myśliwym i szerszemu kontekstowi jest miejscami udana, lecz czasem też niestety uderza w tony nieco zbyt moralizujące, nawracające, jednoznaczne i jednostronne. Najsłabszym w tej perspektywie momentem filmu jest jego zakończenie, które zdaje się być mocno przerysowane, lekko banalne i osłabiające – mocny przecież w swej istocie – wydźwięk filmu.

Pokot to ważny głos w ważnym temacie. I silnie broni tezy, że choćby i w kinie – abstrahując nawet od fabuły i misji autorskiej, a skupiając się jedynie na pięknie ukazanych okolicznościach naszej rodzimej przyrody – w ostatecznym rozrachunku zawsze wygrywa natura.

rialto_logo_mini