Plenerowy rozmach został zamieniony na kameralną salę byłego Kina Olimpia, w którym od niedawna gości Scena Robocza. Nie było też ognia i szczudeł tak charakterystycznych dla wcześniejszych spektakli. W piątek, 11 grudnia odbyła się premiera nowego spektaklu Teatru Biuro Podróży, Wot takaja żizń. W czasie narastających konfliktów politycznych reżyser Paweł Szkotak zabrał głos w sprawie współczesnej, codziennej Rosji. Jaka jest naprawdę?

Wot takaja żizń

– Każdy nosi w sobie inny obraz Rosji. Na wrażenia składają się wspomnienia, lektury, przeżycia, obecność na miejscu zdarzeń. Dla nas najważniejsze były nasze podróże na Wschód, spotkania z ludźmi, przyjaźnie, obserwacje – mówił jeszcze przed premierą Paweł Szkotak – Czuliśmy, że o Rosji trzeba opowiedzieć szczególnie dzisiaj, kiedy polityczne zwierciadło wykrzywia obraz Rosjan, a imperialne mrzonki po raz kolejny budzą trwogę i śmiech.

Aktorzy, z dużym poczuciem humoru, nutką ironii i delikatnym absurdem, pokazali obraz kraju, w którym nic nie jest przewidywalne i jasne. Za każdym zakrętem czai się niewidzialna siła mogąca zmienić bieg wydarzeń. Ale kto by się tym przejmował? Z pewnością nie Rosjanie, którzy wydają się być przygotowani na każdą ewentualność. Wszechobecne łapówki, niezrozumiałe decyzje rządu, nieco abstrakcyjne, odległe wojny i tajemnicze zniknięcia ludzi w centrum miasta są tak powszechne, że mało kto zwraca na nie uwagę. Życie toczy się swoim własnym rytmem wyznaczanym przez codzienne, mało istotne sprawy.

Społeczeństwo wyłaniające się ze spektaklu jest wielobarwne, niezwykle zróżnicowane, a jednocześnie tworzące jedność. Bogactwo przeplata się ze skrajną biedą, zapatrzenie w nowoczesność miesza się z zabobonami i wciąż żywą tradycją, a fascynacja rządzącymi spaceruje obok opozycji. Wszyscy tworzą jedną wielką Rosję – kraj, wzbudzający strach, a jednocześnie wywołujący salwy śmiechu. Także na widowni, gdzie refleksja przeplatała się z ironicznym uśmiechem.

Wyłania się obraz Rosjan, którzy głęboko wierzą, że są światową potęgą – imperium, które cały Zachód darzy szacunkiem. Takie przekonanie budują oddane Kremlowi media, a naród dbający wyłącznie o codzienne przetrwanie i przyjemności przyjmuje tę wizję bez cienia wątpliwości. Ojczyzna to kobieta, która zawsze ma rację, o którą należy się troszczyć, i dla której trzeba się poświęcać. Tylko rodzaj tego poświęcenia bywa różny – czasami są to zakupy w luksusowych sklepach, za które płaci się złotą kartą kredytową, innym razem poświęcenie oznacza utratę życia na jednej z podwodnych łodzi. Nawet wręczanie łapówek może stać się symbolem dbałości – ten, który nie ma dzieli się, w imię wyższej sprawiedliwości, z tym, który nie ma. Wówczas mają wszyscy. Wszyscy stają się też winni, co oznacza, że tak naprawdę winni nie istnieją.

W najnowszym spektaklu Teatru Biuro Podróży unosi się niewidzialny duch Dmitrija Głuchowskiego, autora opowiadań wydanych pod tytułem Witajcie w Rosji. Autor w kilkunastu błyskotliwych opowiadaniach kreśli alegoryczny portret swojej ojczyzny: państwa, w którym korupcja sięga najwyższych władz, kraju rządzonego przez oligarchów i podporządkowanego ich interesom. Witajcie w Rosji to wybuchowa mieszanka: fikcja miesza się z rzeczywistością, satyra i ironia sprawiają, że czytelnik nie wie, czy śmiać się, czy płakać, a wszystko jest utrzymane w konwencji science fiction. Podobny obraz Rosji wyłania się ze spektaklu Wot takaja żizń. Rosja staje się państwem, które wzbudza strach przeplatany śmiechem, naiwność miesza się z doskonałą strategią, a wolność jest pojęciem niezwykle abstrakcyjnym, żeby nie powiedzieć, że absurdalnym.

Wot takaja żizń pokazał mistrzowską mimikę aktorów, tak niedostrzegalną w spektaklach plenerowych. Kameralność i jednocześnie bliskość aktorów sprawiła, że publiczność miała wrażenie, jakby była kolejnym uczestnikiem spektaklu, a nie tylko widzem – obserwatorem. To, co działo się na scenie przypominało podglądanie sąsiadów przez niewidzialną dziurkę od klucza. Sąsiadów, którzy są nieco egzotyczni, trochę zabawni, momentami śmieszni, a przede wszystkim zapatrzeni w przeszłość, którą symbolizuje czerwona gwiazda. I tu nie brakuje ironii – owa gwiazda unosząca się przez cały spektakl nad aktorami, w końcowej scenie zostaje uwięziona w starej, metalowej wannie.