Sceny_zazdrosci_logoW Moim Teatrze, uroczym małym teatrze kolejna premiera. W sobotę odbył się przedpremierowy pokaz sztuki Sceny zazdrości. Komedia w reżyserii Marka Zgaińskiego wywołała delikatny uśmiech na twarzach widzów.

Wszyscy bywamy zazdrośni – o rzeczy poważne i znaczące, a także o błahostki. Jednak to zazdrość małżeńska bywa najbardziej destrukcyjna, zarówno dla małżonków, jak i ich najbliższego otoczenia. I tak w sobotni wieczór widzowie stali się świadkami, a zarazem obserwatorami scen zazdrości, tak prawdziwych i stereotypowych.

Ona wchodzi do pokoju i zastaje go cicho słodzącego przez telefon komuś, kim w domyśle jest inna kobieta. Oboje rozpoczynają tkać sieć kłamstewek –  że to mama dzwoniła, że od sąsiadki o uroczym nazwisku Myszka, że praca w weekendy nad nowym zleceniem, że zapomina telefonu przez telefon. Sytuacja delikatnie zaczyna dotykać absurdu. Lecz nie tylko on jest winny. Ona też wychodzi często do cukierni na ciasteczko i kawę. Na trzy godziny. Bo nie może znieść spotkań z teściową. I jego wiecznej nieobecności, prania skarpetek i prasowania koszul.

Nowa propozycja Mojego Teatru to scena dwojga aktorów: Katarzyny Węglickiej i Sebastiana Greka, którzy całkowicie zawładnęli Teatrem. Dowiedli, że nie potrzeba wielu rekwizytów, skomplikowanych dialogów, ambitnych i niezrozumiałych scenariuszy,  by widzowie bawili się świetnie. A nawet więcej, by publiczność żałowała, że spektakl trwał tak krótko. Do stworzenia interesującego przedstawienia wystarczy dobra gra aktorska i prosta, prawdziwa historia. Obu tych elementów nie zabrakło w Scenach zazdrości.

W Moim Teatrze widzowie nie tylko obserwują to, co dzieje się na scenie, ale aktywnie uczestniczą w spektaklu. Pożyczają bohaterom pieniądze, czują się jak na spotkaniu ze znajomymi. Tylko scena, w której niezupełnie przypadkowo uczestniczą, nie jest do końca tym, czego spodziewali się idąc na wieczorne spotkanie. Bo przecież nikt nie lubi obserwować kłótni swoich przyjaciół.