Przez ostatnie dni wiele działo się w poznańskim środowisku teatralnym. Poza Festiwalem Malta i KonTekstami odbyła się druga edycja Sceny Debiutów. Jest to autorski projekt Piotra Kruszczyńskiego, dyrektora Teatru Nowego, który ponownie zaprosił do współpracy warszawską Akademię Teatralną i Uniwersytet Artystyczny w Poznaniu. Ta współpraca pozwoliła studentom i absolwentom obu uczelni zmierzyć się z pracą na scenie, a także poddać pod ocenę widzów efekty swojej pracy. Dodatkową atrakcją Sceny Debiutów było głosowanie publiczności na najlepszy z czterech zaprezentowanych spektakli. Zwycięski dramat wejdzie do stałego repertuaru Teatru Nowego już jesienią.

Kebab 1, fot. Jakub WittchenSpektaklem, który otworzył Scenę Debiutów był Kebab cenionej rumuńskiej dramatopisarki, Gianiny Cărbunariu, a wyreżyserowany przez Szymona Waćkowskiego. Bogdan, student sztuk wizualnych, opuszcza Polskę, by za granicą skończyć studia, nakręcić wymarzony, ambitny i nietuzinkowy dokument oraz ułożyć sobie życie tworząc lepszego siebie. W samolocie spotyka dziewczynę, lecącą do swojego zdolnego chłopaka, który ma jej otworzyć drzwi do kariery w show biznesie. Jakiś czas później znajomi z samolotu spotykają się ponownie. Tym razem Bogdan już czynnie bierze udział w karierze dziewczyny, pomagając jej kręcić filmy pornograficzne. Zajęcie to staje się jego pracą, a zarazem hobby, zajmując cały czas prywatny i zawodowy, a z pozostałą dwójką bohaterów zaczyna go łączyć dziwna relacja. Kebab pomimo zabarwienia humorystycznego nie jest sztuką przyjemną. Krytycznie komentuje to, w jaki sposób postrzegamy męskość i kobiecość, a także ukazuje, jak współcześni mężczyźni patrzą na świat. Z drugiej strony, jest to także pesymistyczny obraz życia młodych migrantów, którzy za dnia pracują w restauracjach sprzedających kebaby, a w nocy kręcą filmy porno, żeby w jakiś sposób móc się utrzymać i zrobić tzw. karierę.

Family in progress 3, fot. Jakub WittchenTeatralny sitcom Family in Progress w reżyserii Małgorzaty Wdowik to kolejna sztuka, która zagościła na deskach Teatru Nowego. Odcinek pierwszy to typowa polska rodzina – rodzice i dwójka nastoletnich dzieci oraz (nie)typowe rodzinne problemy. Syn umawia się na randkę z czarnoskórą dziewczyną, a najlepiej: Afroamerykanką, siostra śmieje się z niego, on z kolei oskarża ją o rasizm. Matka załamuje ręce nad losem krzywdzonych zwierząt i próbuje namówić pozostałych członków rodziny do przejścia na wegetarianizm. Ojciec, przejęty miłosnymi podbojami syna, postanawia go uświadomić wspominając swoje młode lata. Wszystko to przyprawione zostaje odpowiednią dawką humoru, bystrymi dialogami i nietypową scenografią – na środku sceny ustawiono ekran, na którym wyświetlano odcinek Family in progress. Spora część publiczności była przekonana, że wszystko nagrano wcześniej. Ostatnia scena nie pozostawia jednak żadnych wątpliwości – spektakl grany był „na żywo”.

Smutki tropików 1, fot. Jakub WittchenPodróżować jest bosko. Wszyscy uwielbiają podróżować. Zatapiać się w nowej, nieodkrytej kulturze, spoglądać tubylcom w piękne twarze, spożywać egzotyczne potrawy i robić zdjęcia. Nie wystarczy już oglądanie programów podróżniczych czy przeglądanie książek i barwnych albumów drukowanych na kredowym papierze. Trzeba udać się w te wszystkie piękne miejsca znane z pocztówek i zdjęć. O podróżnikach spragnionych nieskazitelnych, egzotycznych widoków opowiada spektakl Smutki tropików.  Bohaterkami są Tereska i Krisitna – dziewczyny, prawdopodobnie pracujące w korporacji, które chcą jechać daleko, nieważne dokąd, byle było to ekscytujące i najlepiej gdyby zadało im jakąś fizyczną ranę. Można się nią chwalić i prezentuje się znacznie ciekawiej niż zdjęcia  wakacji. Nie podoba im się bieda Indii, bo zbyt dużo w nich turpizmu, a w Wietnamie szukają trochę więcej traumy i śmierci. Kolejną postacią jest obrońca i miłośnik niedźwiedzi grizzli, Tim – postać wyraźnie inspirowana Timothy Treadwell’em, którego miłość do tych zwierząt kosztowała życie. Tim to dumny silny mężczyzna, prawdziwy „maczo”, który żyje z niedźwiedziami, ubóstwia je, a każdy ich krok wita z niebywałą ekscytacją. W najbardziej zapalne i momentami niebezpieczne miejsca globu, jeździ kolejny bohater – korespondent wojenny, nie stroniący od najmakabryczniejszych materiałów dokumentalnych z egzekucji. Ostatnią bohaterką jest dziewczyna szukająca raju, wyspy rodem z reklamy kokosowych batoników. Szuka i znajduje.  To Pitcairn. Zniechęca się jednak słysząc, że było to miejsce masowych gwałtów na dzieciach oraz kazirodztwa.

Smutki tropików Mateusza Pakuły, a przeniesione na deski Teatru Nowego przez Aleksandrę Jakubczak, to ironiczne, wręcz wyszydzające studium fascynacji odległymi krajami i obcymi kulturami. Sztuka ta, w gruncie rzeczy, nie mówi o uwielbianych tropikach. W zamian komentuje, bardzo negatywnie, cywilizację europejską i jej mieszkańców. Wyśmiewa backpackerów i podróżników sezonowych, dla których podróż stała się nieświadomą konsumpcją, a im więcej bólu, cierpienia, krwi pochłoną ich oczy, tym ciekawiej. Wówczas można powiedzieć, że u nas, w Europie jest lepiej i w kolejnym sezonie wrócić po więcej.

Versus 4, fot. Jakub WittchenOstatnim z prezentowanych spektakli był Versus Rodrigo Garcii. Dramat w reżyserii Jędrzeja Piaskowskiego podejmuje i komentuje kondycję współczesnego człowieka, a także środowiska, które go otacza.

Reżyserzy, aktorzy, scenografowie zaprezentowali poznańskiej publiczności cztery, różne od siebie, spektakle. Moim zdaniem, wszystkie prezentowane spektakle były znakomite. Zupełnie różne od siebie pod względem tematyki, a jednocześnie wszystkie podejmujące próbę analizy ludzkich zachować i motywacji. Widzowie zadecydowali, że to jednak Versus Rodrigo Garcii zostanie włączony do repertuaru Teatru Nowego w kolejnym sezonie artystycznym.

[fot. Jakub Wittchen]