Hymn_do_milosci__7jpgO Polsce, Polakach, obcych – Żydach, muzułmanach i terrorystach, rodzącym się nacjonalizmie, poczuciu wspólnoty narodowej, egoizmie, zapominaniu i pielęgnowaniu tradycji. W sobotę, 21 stycznia na deskach Teatru Polskiego w Poznaniu odbyła się premiera Hymnu do miłości w reżyserii Marty Górnickiej.

Hymn do miłości na orkiestrę, chór pluszaków i innych to spektakl o Europie, która zwiera szyki. Kolejne narody podnoszą okrzyk: Oddajcie nam nasz kraj! A Polacy gorliwie stają w tym chórze. To spektakl o tym, że każdy naród lubi zapominać. A ludzie – bomby są już tak wkurzeni, że wybuchają. W ten sposób wszystko się powtarza. Spektakl pokazuje dość oczywistą prawdę – nie możemy pozwolić sobie przyjąć Uciekających. Mamy w Polsce dużo miejsca, ale nie wystarczająco dużo. Nic już nie wciśniemy. Kochajmy ich na ich własnej ziemi i w ogóle niech najpierw pomogą ci, co zawinili. A w dodatku wszyscy dostaliby nasze promocje na smartfony i wszystkie przeceny na wyprzedażach. A przecież one należą się nam i tylko nam”.

Tekst Agaty Adamieckiej z librettem Marty Górnickiej to próba postawienia pytania o nas samych – jacy jesteśmy, dokąd zmierzamy, o czym pamiętamy, a co wolelibyśmy zapomnieć i dlaczego tak bardzo boimy się innych. Zwrócenie się w stronę antycznego chóru mówiącego językiem współczesnych doktryn politycznych miało zainteresować młodszych widzów i podkreślić przekaz spektaklu. Czy tak się stało?

Marta Górnicka to artystka sprawnie poruszająca się w przestrzeni antycznego chóru, który w sposób bezkompromisowy, antysystemowy i mocno polityczny komentuje zmieniającą się rzeczywistość. Twórczyni Chóru Kobiet, w którym od lat pokazuje brudne mechanizmy rządzące światem, dyskutuje na scenie ze stereotypami, normami społecznymi, religijnymi i ekonomicznymi. Za swoje spektakle wielokrotnie była doceniana, wyróżniana i nagradzana, zarówno w kraju, jak i w całej Europie. Wielokrotnie współpracowała z europejskimi grupami teatralnymi, prowadziła też autorskie warsztaty w Salzburgu, Tokio, Kijowie, Berlinie, Rzymie i Londynie. Libretta Chóru Kobiet jej autorstwa były tłumaczone na języki: czeski, niemiecki, ukraiński, chorwacki, japoński, francuski, flamandzki i angielski.

Marta Górnicka to młoda, utalentowana aktorka, reżyserka, wokalistka, a także dyrygentka. Jej kolejnymi produkcjami zachwycają się widzowie na całym świecie, a jednak w Hymnie do miłości coś zgrzyta – w przenośni i całkiem dosłownie. Lawina wypowiedzi, gra słów i podział na głosy tworzą wręcz niewiarygodny hałas przetaczający się przez widownię. Spektakl staje się jazgotem, z którego coraz trudniej wydobyć jakikolwiek sens zawarty w treści. Do widza docierają już tylko poszczególne sylaby, z których samodzielnie trzeba ułożyć wyrazy, a potem połączyć je w zdania. Widzom w dalszych rzędach najbardziej jednak przeszkadza postać samej reżyserki, która stojąc pomiędzy rzędami, dyryguje Chórem Kobiet, pluszaków i orkiestrą.

Sam Hymn do miłości jest niezwykle głęboko osadzony w aktualnej sytuacji społeczno-politycznej, którą komentuje w sposób mocny, ostry i bezkompromisowy. Niestety, głębszy przekaz ginie pod naporem polifonii.

[fot. Magda Hueckel]