Scemy myśliwskie - plakatNajdłużej nieprzerwanie działający Teatr w Polsce, ważny społecznie i bardzo aktualny dramat Martina Sperra oraz niezła obsada aktorska. A jednak przez niemal dwie godziny ze sceny wieje nudą. Co takiego wydarzyło się na deskach Teatru Polskiego w Poznaniu, że widzowie mogli poczuć się rozczarowani?

W nowy sezon artystyczny, zespół poznańskiego Teatru wszedł premierą spektaklu Sceny myśliwskie z Dolnej Bawarii. Dramat Sperra zabiera widza do małej, wiejskiej społeczności, w której ogólnie przyjęte zasady i normy etyczne są wyznacznikiem tzw. normalności. A jak powszechnie wiadomo, niepodporządkowanie są owym normom skutkuje wykluczeniem. W obronie własnej moralności, ta dość zamknięta, a nawet odizolowana społeczność nie cofa się przed niczym. Jest gotowa na wszystko, również na rozwiązania ostateczne, akceptując morderstwo jako sposób usunięcia problemu, czy zagrożenia. Pytanie tylko, co jest owym zagrożeniem, dla którego można przeobrazić się w myśliwego polującego na ludzkie życie?

Dramat Martina Sperra powstał w latach 60. ubiegłego stulecia i, jak na ówczesne czasy, był dość rewolucyjny. W Niemczech zapoczątkował falę nowych dram ludowych, a sam autor został okrzyknięty wschodzącą gwiazdą teatru. I chociaż od tamtych wydarzeń minęło pół wieku, sztuka ta nic nie straciła na swoim znaczeniu. Zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że w dobie przemian światopoglądowych, powszechnego odwrócenia się od kościoła i religii, a także wobec napływających do Europy uchodźców, odczytywanie Scen myśliwskich jest bardziej aktualne niż kiedykolwiek wcześniej.

Natura ludzka jest przewrotna i nie akceptuje niczego, co obce, nieznane, inne. Mechanizmy obronne człowieka nakazują mu walczyć z tym, czego nie potrafi zrozumieć. O ile w dużych miastach czujemy się bardziej swobodni, anonimowi i bezpieczni, o tyle małe społeczności wiejskie wciąć oceniają surowym okiem i karzą za ową inność. Dramat Sperra pokazuje spiralę nienawiści, odrzucenia, wykluczenia, która nieuchronnie prowadzi do katastrofy. Niepełnosprawny intelektualnie nastolatek popełnia samobójstwo, a szykanowany i prześladowany homoseksualista dopuszcza się morderstwa. Gorzej być już nie może. Wieś pragnie zemsty za nieuzasadnioną, godną potępienia śmierć młodej dziewczyny, której za życia nikt nie lubił i nie szanował. Była jednak jedną z nich i w chwili zagrożenia płynącego z zewnątrz – od owego innego, który na zawsze pozostanie obcy, jej dusza zasługuje na obronę i odkupienie. Mieszkańcy małej społeczności wyruszają na polowanie. Ich celem jest pozbycie się tego, który swoim zachowaniem łamie obowiązujące we wsi normy etyczne.

Sceny myśliwskie z Dolnej Bawarii poruszają jeszcze jeden ważny problem – trudną sytuację matki, której społeczność wiejska nie pozostawia wyboru. Dla własnego spokoju, musi wyrzec się syna, publicznie go potępić, a nawet życzyć mu śmierci. Ze łzami w oczach wyznaje, że go nie kocha, nie akceptuje i nie chce więcej widzieć. Czy robi to dla zachowania twarzy przed lokalną społecznością, z obawy przed odrzuceniem przez sąsiadów, czy z potrzeby serca? Symboliczna wydaje się scena polowania, w której matka nie bierze udziału – stoi z boku i przygląda się, jak mieszkańcy wsi dokonują samosądu na jej jedynym dziecku.

Sceny  myśliwskie… to ważny głos we współczesnej dyskusji o odrzuceniu, wykluczeniu i odmienności. Spektakl bardzo dosłownie pokazuje do czego prowadzi nienawiść wobec tego, co wydaje się nam obce i niezrozumiałe. Bez względu na wygląd, orientację seksualną czy chorobę psychiczną, każdy człowiek zasługuje na akceptację  i szacunek. Poniżanie, wykluczanie, obrzucanie wyzwiskami nie jest i nigdy nie będzie właściwą drogą do osiągnięcia spokoju.

Mogłoby się wydawać, że nowa propozycja Teatru Polskiego w Poznaniu zostanie okrzyknięta premierą sezonu, a jednak trudno tu mówić o sukcesie. Spektakl jest po prostu nudny. Poszczególne sceny są zdecydowanie za długie, dialogi pozbawione rytmu, a całość przeciąga się w nieskończoność. Nie pomaga również scenografia, która zmienia i tak już małą scenę Teatru, w blaszane pudełko bez wyjścia. Przez cały spektakl wszyscy aktorzy pozostają widoczni dla widza, podpierając ściany ograniczające powierzchnię sceny. Wolnym krokiem przechadzają się wzdłuż blaszanej konstrukcji, która być może w zamyśle reżyserskim miała symbolizować odgrodzenie wsi od tzw. wielkiego świata. Mnie ta wizja nie przekonuje. Wolałabym skupić swoją uwagę na poszczególnych sytuacjach, bohaterach, dialogach bez rozpraszającego tła w postaci pozostałych aktorów. Z drugiej jednak strony, taki zabieg symbolizuje życie na wsi, gdzie mieszkańcy wciąż pozostają na widoku, czujnie obserwowani przez wścibskich sąsiadów.

W Scenach myśliwskich… na deskach Teatru Polskiego w Poznaniu zadebiutował Konrad Cichoń, student ostatniego roku PWST w Krakowie i muszę przyznać, że był to debiut bardzo udany. Trudna rola chorego intelektualnie nastolatka, który walczy z odrzuceniem i apodyktyczną matką, pozostaje w pamięci widza. Podobnie jak zapada w pamięć rola Teresy Kwiatkowskiej, która nie po raz pierwszy wzrusza i porusza serca poznańskiej publiczności.