Pogromca lwówNa północy znów dzieje się źle – Szwecją wstrząsają zaginięcia młodych dziewcząt. Zła passa nie omija także Fjallbacki, gdzie bez śladu ginie Victoria, nastoletnia amatorka jazdy konnej. Kiedy dziewczyna  zostaje odnaleziona, na mieszkańców pada jeszcze większy strach – jest ona bowiem ona brutalnie okaleczona. Kto mógł dopuścić się czegoś tak okropnego? Czy w niebezpieczeństwie są także pozostałe porwane dziewczyny? I jaki to wszystko ma związek ze sprawą oskarżonej przed laty za zabójstwo męża, kobiety? 

Camilla Läckberg funduje swoim fanom kolejny, dziewiąty już tom sagi z Eriką Falck i Patrikiem Hedströmem w rolach głównych. Okrzyknięta królową szwedzkiego kryminału pisarka, której pierwsza powieść Księżniczka z lodu pojawiła się na polskim rynku w 2009 roku, miała przed sobą nie lada wyzwanie. Sprostanie własnej legendzie, na którą zasłużenie zapracowała, nie było zadaniem łatwym. Na szczęście, fani Camilli Läckberg mogą odetchnąć z ulgą – Pogromca lwów potwierdza kunszt pisarski autorki. Książka nie zawodzi – wciąga jak wszystkie poprzednie, a może nawet nieco je wyprzedza – wysmakowaniem, dopracowaniem szczegółu oraz bardzo silnym i dobitnym przesłaniem.

Fabuła powieści zostaje rozpisana na kilka warstw, przedstawiana jest z różnych perspektyw, także czasowych oraz przeplata ze sobą dwie, pozornie osobne historie. Pierwsza z nich organizuje się wokół tajemniczych zaginięć młodych dziewcząt, które wstrząsają całym krajem. Policja z Tanumshede, z Patrikiem Hedströmem na czele, rusza na poszukiwanie sprawcy, który porwał i brutalnie okaleczył młodą mieszkankę Fjallbacki, ale może także pozostałe zaginione dziewczyny. Drugi wątek, któremu „przewodzi” postać żony Patrika, Eriki Falck, dotyczy książki, nad którą pracuje – historii więźniarki oskarżonej przed laty o zabójstwo męża. Pisarka próbuje zrozumieć motywację kobiety, by w końcu zbliżyć się do przerażającej tajemnicy. Z wątkiem tym wiąże się także kolejna, retrospektywna, warstwa Pogromcy lwów, w której czytelnicy napotkają na polski akcent i swojsko brzmiące imię. Jak nie trudno się domyślić, oba wątki w nieoczywisty i niebanalny sposób, łączą się. Nie brakuje także dyskretnych odniesień do życia prywatnego Eriki i Patrika oraz ich najbliższych.

Camilla Läckberg bardzo sprawnie prowadzi kilka równoległych wątków, nie gubi się w nich, sprytnie i wprawnie je zazębia oraz łączy. Autorka nie stara się zbudować napięcia na siłę, ale robi to z wielkim wyczuciem, które skutkuje tym, iż lektura jest wyjątkowo wciągająca i pochłaniająca. Całość dopełnia doskonałe wyczucie języka oraz – broniąca się sama – przemyślana i oryginalna historia. Przedstawienie jest z perspektywy kilku osób czyni powieść bardziej dynamiczną i wielowarstwową. Przerwanie jednej sceny na rzecz drugiej buduje napięcie i nie pozwala na odłożenie książki na półkę.

Poziom Pogromcy lwów powinien usatysfakcjonować fanów i dać nadzieję na kolejne dobre książki. A dla nowych czytelników Camilli Läckberg stanowić może znakomity wstęp do fascynującej przygody z kryminalnymi opowieściami z Fjallbacki.