Plakat 16.TKHKwietniowe dni, kiedy wiosna niezdecydowanie lawiruje pomiędzy rozgoszczeniem się u nas na dobre, a ucieczką pod inny adres, poznaniacy mieli okazję spędzić w promieniach południowego słońca, wśród salw śmiechu wywołanych naturalnym, niewymuszonym humorem oraz w pogodnej atmosferze prostej radości życia. W Kinie Muza zakończył się właśnie Tydzień Kina Hiszpańskiego – najlepsze remedium na wszelkie wiosenne niepokoje.

Poznańska edycja festiwalu odbywała się między 8 i 14 kwietnia, gromadząc przed ekranem widzów wypełniających salę kinową do ostatniego miejsca. Filmowy tydzień stał się długą, szaloną podróżą pełną niespodzianek. Widzowie podziwiać mogli produkcje z całego kraju – od Andaluzji, przez Katalonię, po Kraj Basków. Obrazy zróżnicowane były pod względem gatunkowym i komercyjnym, nie zabrakło głośnych kasowych hitów ostatniego sezonu, jak i wyszukanego kina artystycznego, a wszystkie niemal propozycje łączył wspólny mianownik – południowy temperament, pogodne poczucie humoru i pełne dystansu podejście do życia.

Nie ulega wątpliwości, że 16. Tydzień Kina Hiszpańskiego zdominowały komedie, w dużym stopniu romantyczne. Trzeba jednak przyznać, iż kino gatunkowe twórcom z Półwyspu Iberyjskiego wychodzi bardzo dobrze. Festiwal otworzyła Isla Bonita, opowieść o przechodzącym kryzys twórczy producencie reklam, który przybywa na Minorkę, aby przeżyć coś nowego, coś co pozwoli mu na nowo cieszyć się życiem. I – jak nie trudno się domyślić – udaje mu się to. Widzowie śledzić też mogli zabawną, ciepłą, pełną zwrotów akcji historię perypetii związanych z przygotowaniami do ślubu w filmie Teraz albo nigdy, a także historię miłosnych wzlotów i upadków okraszonych różnicami kulturowymi w dyptyku Jak zostać Baskiem i Jak zostać Katalonką. Prezentowane podczas festiwalu hiszpańskie komedie romantyczne były nie tylko zabawne, ale też niesłychanie bystre, pełne ciekawych i uniwersalnych spostrzeżeń oraz ciepłego podejścia do życia. Jak się okazuje kino gatunkowe może być nie tylko łatwe i przyjemne w odbiorze, ale też zwyczajnie dobre.

Przegląd hiszpańskiego kina zaproponował także komedie mniej romantyczne, za to pełne absurdu, abstrakcji i wywracające świat do góry nogami. Do takich filmów z pewnością należał Sławetny: agent sekretny – opowieść o młodym mężczyźnie, który rozstaje się z dziewczyną i tego samego dnia dowiaduje się, że jego ojciec jest tajnym agentem, co – rzecz jasna – przewraca jego dotychczasowe życie do góry nogami. Inna produkcja, Ta noc jest moja, utrzymana w podobnie absurdalnym duchu, stanowi relację z nagrania w studiu telewizyjnym programu sylwestrowego, gdzie losy mających śmiać się i klaskać statystów łączą się z przygodami występujących na scenie gwiazd.

Bardzo silnym i ważnym akcentem festiwalu stały się filmy dotykające problemów współczesnych 30-latków, które okazały się być bardzo bliskie również polskiej rzeczywistości i – prawdopodobnie dlatego – tak entuzjastycznie zostały przyjęte przez widzów. W Zabłąkanych oraz Jak być normalną przedstawione zostaje najlepiej wykształcone pokolenie w dziejach kraju, które jednak boryka się z bezrobociem, brakiem perspektyw oraz ogólnym niedostatkiem tego, co powszechnie uważa się za konieczne do życiowej stabilizacji. Wszystkie problemy ukazane są tutaj w sposób niesłychanie zabawny, z dużym dystansem i przymrużeniem oka, ale jednocześnie bardzo trafnie i spostrzegawczo. Jak się okazuje młodych Europejczyków więcej łączy niż dzieli i choć nie są to, niestety, sprawy obiektywnie wesołe, paradoksalnie dają wielką przestrzeń do wspólnego śmiechu.

Na osobną uwagę zasługują jeszcze dwa filmy, nieco oddalone pod względem gatunkowym i tematycznym od pozostałych. Pierwszy z nich, Doskonały dzień na latawce, to przykład kameralnego kina artystycznego, rozgrywającego się w ciągu kilku godzin przy malowniczym akompaniamencie górskiej przyrody. Bohaterowie, ojciec i syn, wędrują po pagórkach, starają się puścić na wietrze żółty latawiec, lecz przede wszystkim rozmawiają, stając się przykładem niełatwej, lecz możliwej międzypokoleniowej komunikacji.

Drugi film, będący bardzo ważnym punktem festiwalowego repertuaru to W cugu. Jego akcja toczy się w latach 50-tych, w małym hiszpańskim miasteczku, trwa zaledwie 24 godziny i opowiada o trójce mężczyzn wpadających w alkoholowy ciąg, błąkających się po gospodach i zakątkach rodzinnej miejscowości. Niesłychanie skondensowany film, pełen narastającego niepokoju, mrocznej atmosfery i pewności, że historia nie skończy się dobrze, hipnotyzuje widza i wciąga podobnie, jak bohaterów kolejne opróżnione butelki. Obejrzenie W cugu z pewnością nie napawa radością życia i południowym optymizmem, ale niewątpliwie nie pozwala się długo zapomnieć, proponując głębokie spojrzenie na współczesne kino hiszpańskie.

Tegoroczny Tydzień Kina Hiszpańskiego pokazał przede wszystkim, że o świecie opowiadać można w sposób bardzo różnorodny. Nawet lekka, zabawna perspektywa nie musi być jednocześnie kiepska i spłycona. Z utęsknieniem pozostaje nam czekać na kolejną odsłonę festiwalu i nowe propozycje kinematograficzne z Półwyspu Iberyjskiego.