Tylko cieńLiterackie thrillery od kilku lat królują w księgarniach. Po mrocznych skandynawskich historiach przyszedł czas na pozycję znad Loary. Tylko cień już kolejny thriller autorstwa Karine Giebel, która najwyraźniej wyspecjalizowała się w tym gatunku. Liczne nagrody literackie i międzynarodowe uznanie tylko potwierdzają, że autorka czuje się jak ryba w wodzie wymyślając, mrożące krew w żyłach, historie.

Główną bohaterką powieści jest Cloé Beauchamp, piękna i ambitna wiceprezes paryskiej agencji reklamowej. Kobieta z pozoru wiedzie idealne życie: ma pracę, w której się spełnia, przyjaciółkę, z którą zna się od lat oraz nowego partnera, który wydaje się być mężczyzną idealnym. Jednak pewnego dnia Cloe zauważa w ciemnej uliczce śledzący ją Cień. Od tego momentu strach nie opuszcza jej nawet na chwilę. Zaczyna popadać w paranoję, spóźniać się do pracy, zapominać o podstawowych obowiązkach. Bliscy i znajomi myślą, że wszystkiemu winne jest przepracowanie, które powoduje halucynacje. Ich zdaniem, kobieta powoli popada w obłęd. Jednak Cień wciąż się pojawia – przestawia przedmioty w domu, a nawet robi zakupy.  Jedyną osobą, która wierzy Cloe jest walczący z własnymi demonami policjant, Alexandre Gomes. Mężczyzna od razu przypomina sobie podobną sytuację sprzed kilku lat – młoda kobieta była śledzona przez zakapturzonego mężczyznę, który przekładał przedmioty w jej domu i przynosił zakupy. Policjant wszczyna prywatne śledztwo, które ma doprowadzić do rozwikłania tajemnicy.

Postać Cloe jest antypatyczna,  ambitna, zimna, nadęta, skoncentrowana na sukcesie i gotowa dojść do celu nawet po trupach swoich współpracowników. A jednak po przyjrzeniu się bliżej jej dramatycznej historii, czytelnik odkrywa w sobie współczucie. Rozumie ją, a nawet współodczuwa, przeszywający ją do szpiku kości, strach. Podobnie czuje  Alexandre – z jednej strony gwałtowny, wulgarny i skory do przemocy policjant, a z drugiej cierpiący i kochający mąż, obserwujący jak życie ulatuje z jego ukochanej żony. Czytelnik ma ochotę pocieszyć mężczyznę i powiedzieć mu, że ból przeminie. Giebel bardzo dobrze nakreśliła portrety głównych bohaterów swoje najnowszej powieści. Są oni nie tylko bardzo wyraziści, ale również prawdziwi. Odkrywanie kolejnych zagadek sprawia, że czytelnik ma wrażenie, że sam popada w lekką paranoję.

Tylko cień to nie jest propozycja dla każdego. Czytelnik musi mieć naprawdę mocne nerwy, żeby móc przeczytać wszystkie drastyczne opisy pobić czy sceny gwałtu. Całą fabułę przeszywa ból, zarówno fizyczny jak i psychiczny. Nawet rozmyślania bohaterki są momentami straszne, smutne, depresyjne. Opis pokoju w hospicjum, w którym przebywa siostra Cloe, odciska piętno na psychice, wywołuje mieszane uczucia względem tego typu placówek i przypomina medialne informacje o fatalnych warunkach panujących w ośrodkach dziennego i stałego pobytu. Nie jest to lekka lektura na wakacje czy do poduszki, a momentami wulgarny język tylko dodaje jej ciężkości. Sposób prowadzenia narracji tego psychologicznego thrillera często bywa mylący, a czytelnik sam już nie wie, którego z bohaterów aktualnie śledzi. Wbrew pozorom trzeba ją czytać dokładnie, bo każde zdanie może nieść ze sobą istotne dla fabuły fakty.

Powieść Karine Giebel to książka wulgarna i pełna przemocy, a jednocześnie bardzo realistyczna. Mam wrażenie, że czasem aż za bardzo. Jej siła sprawia, że czytelnik staje się zupełnie bezsilny i sam chciałby pomóc bohaterce, którą lubi i nienawidzi jednocześnie. Zdecydowanie jest to lektura, która na długo pozostaje w pamięci.