Film Oszukane w reżyserii Marcina Solarza jest kolejną produkcją koncernu ITI opartą na prawdziwych wydarzeniach. Wcześniej powstały filmy o porwaniu i śledztwie Krzysztofa Olewnika, o życiu Przemysława Salety, czy też o heroicznej walce o szczęście i życie jaką stoczyła polska siatkarka, Agata Mróz. Wszystkie wymienione produkcje łączy jedna cecha – spłycenie problemów i brak dogłębnej analizy bohaterów. Filmy mocno pomijają uczucia, jakie targają bohaterami, omijają sprzeczności, z którymi muszą sobie poradzić oraz lekceważą dramaty, które zamieniają ich życie w piekło. Oszukane doskonale wpisują się w nurt filmów telewizyjnych, które można obejrzeć po ciężkim dniu pracy, w przerwie między kolejnymi serialami.

Scenariusz filmu jest bardzo przewidywalny, a kolejne sceny raczej nie zaskakują widza niczym, czego nie spodziewa się zobaczyć. Kolejnym obrazkom towarzyszy niezwykle sugestywna muzyka, która zmusza do określonego rozumienia i odbioru filmu. Produkcja nie wymaga od odbiorcy żadnego zastanawiania się, analizowania, a nawet myślenia.

Nie oznacza to jednak, że problem, wokół którego zbudowano scenariusz filmu jest mało istotny, czy wręcz trywialny. Przypadkowe spotkanie dwóch nastolatek, które odkrywają, że są siostrami jest prawdziwym dramatem dla nich samych, a także dla ich rodzin. Historia, która wydarzyła się naprawdę, stanowi wręcz doskonały temat na genialny dramat psychologiczny. Wydaje się jednak, że właśnie psychologii zabrakło w filmie Oszukane. Błyskawiczne przemiany bohaterów, bunt wobec siebie, wobec świata i wobec najbliższych ma przebieg niezwykle stereotypowy i wręcz teledyskowy. Natalia, dobra uczennica szkoły baletowej niemal z dnia na dzień zamienia szkołę na nocne kluby, a balet zastępują dyskotekowe zabawy. Pojawia się alkohol, narkotyki, kłamstwa i ucieczka od matki, która do tej pory była bardziej przyjaciółką niż rodzicem. Po upadku na dno dziewczyna przechodzi kolejną, równie szybką przemianę. Tym razem w przeciwnym kierunku – z klubowiczki cieszącej się życiem staje się na powrót pilną uczennicą.

Słowa „mamo” i „tato” mówione do prawie obcych ludzi nie wymagają od bohaterów żadnego wysiłku emocjonalnego. Wydaje się, że poważne pytania o rolę i siłę rodziny, o pokrewieństwo i wychowanie zostają tutaj spłycone do tego stopnia, że są wyłącznie tłem dla całego filmu, a po jego zakończeniu ulatują.

Osobiście lubię i bardzo cenię dramaty, które zmuszają mnie do myślenia i analizowania.  Takie, po których obejrzeniu jeszcze długo zastanawiam się nad wyborami, emocjami, przeżyciami bohaterów. Film Oszukane i problemy, jakie porusza kończą się w chwili, w której na ekranie pojawiają się napisy końcowe. A szkoda…

Jedyne, co naprawdę zasługuje na wyróżnienie, to kreacja Katarzyny Herman. W zderzeniu z płytkością uczuć i emocji bohaterów, postać Anny jest najbardziej prawdziwa. Zamiast błyskawicznych przemian w jej życiu pojawiają się załamanie nerwowe, pogłębiająca się depresja, obojętność na życie toczące się wokół. Bohaterka powoli i wiarygodnie przeobraża się z zadowolonej matki – pasjonatki i nauczycielki tańca w osobę pozbawioną chęci do życia. Po leczeniu szpitalnym równie wolno powraca do normalnego życia. I właściwie postać Anny, w którą wcieliła się Katarzyna Herman, jest jedyną w całym filmie, która pokazuje nam prawdziwe emocje, sprzeczności i ból. Ból matki, która traci ukochaną i jedyną córkę.

Film w reżyserii Marcina Solarza, który do tej pory pracował między innymi nad dwoma serialami telewizyjnymi Majka oraz Julia trudno nazwać arcydziełem. Jest to zwyczajny, przeciętny film, który można obejrzeć podczas sprzątania, prasowania, czy tuż przed zaśnięciem. Nie wymaga od widza myślenia, nie wymaga skupienia i nie wymaga analizowania. Co nie znaczy, że nie jest wart zobaczenia.