Więzy krwiKażdy rodzaj przemocy, konflikt zbrojny czy ludobójstwo są złe, o tym nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Użycie przemocy zawsze wywołuje traumę u pokrzywdzonych, czasami powoduje wyrzuty sumienia u kata. Napisano o tym niejedną książkę, nakręcono niejeden film. Rzadko jednak ktoś skupia swoją uwagę wyłącznie na dzieciach – córkach i synach ofiar, jak i oprawców. W jaki sposób radzą sobie z trudną i bolesną przeszłością? Jaki ma wpływ na ich obecne życie? Jaki trwały ślad pozostawia na przyszłość? Odpowiedzi na te trudne i niejednoznaczne pytania odnajdziemy w reportażu Jeana Hatzfelda, Więzy krwi, który przyjrzał się dzieciom z plemienia Hutu i Tutsi w Rwandzie.

Francuski reporter, korespondent wojenny, pisarz wielokrotnie przyglądał się ludobójstwu w Rwandzie. Tym poruszającym wydarzeniom poświęcił swoje trzy wcześniejsze pozycje: Nagość życia. Opowieści z bagien Rwandy, Sezon maczet i Strategię antylop, za które otrzymał wiele nagród i wyróżnień, w tym Nagrodę im. Ryszarda Kapuścińskiego w 2010 roku. Jego najnowszy reportaż w całości został poświęcony najmłodszym Rwandyjczykom, dla których ludobójstwo to przeszłość, bolesna historia rodzinna, której nie doświadczyli lub byli za mali, by ją pamiętać. A mimo to wywołała ona dużą traumę w ich psychice i pozostawiła piętno, z którym przychodzi im się zmagać każdego dnia.

Reportaż Hatzfelda nie ocenia, nie ignoruje i nie piętnuje. Pokazuje świat takim, jakim jest naprawdę – bez potępiania tych, którzy mordowali i bez wynoszenia na piedestał tych, którym udało się przeżyć. Pozwala wypowiedzieć się obu stronom konfliktu, wspominając przeszłość, żyjąc teraźniejszością i spoglądając w przyszłość. A wszystko to czyni za pośrednictwem dzieci i młodzieży, którzy pamiętając o ludobójstwie muszą stworzyć nową Rwandę – otwartą, bezpieczną, przyjazną i tolerancyjną. Czy pamięć o ofiarach i katach pomoże im zbudować nowy kraj, wolny od przemocy i walk na tle etnicznym? Czy po tak trudnych przeżyciach będą potrafili jeszcze zaufać drugiemu człowiekowi?

Więzy krwi to cenne spojrzenie na przemoc. Autor dopuszcza do głosu zarówno dzieci ocalałych Tutsi, jak i więzionych po ludobójstwie Hutu. Pozwala czytelnikowi zajrzeć do ich wnętrza, w którym nic nie jest jednoznaczne – w jaki bowiem sposób ocenić wspaniałego ojca, dobrego męża, który nie tak dawno zabijał sąsiadów na bagnach? Czy dziecko może czułego, ciepłego, troskliwego ojca uznać za mordercę i zaniechać z nim kontaktu? W jaki sposób zapomnieć o więzieniu i prześladowaniach ze strony kolegów, których rodzicom udało się przeżyć zagładę? Z drugiej strony autor stawia dzieci, którym w bestialski sposób zabrano przodków, a tym samym skazano na samotność i wieczny strach.  Bo czy można zapomnieć o tym, co wydarzyło się na bagnach Rwandy – bez względu na to, po której stronie konfliktu się stało?

Reportaż Hatzfelda to jedna z niewielu książek, która skupia swoją uwagę na tych, którym przyszło zmierzyć się z trudną przeszłością rodzinną. Taką, o której nie sposób zapomnieć, nawet wtedy, gdy było się jej częścią zupełnie nieświadomie.