Anathema14 listopada w Hali nr 2 Międzynarodowych Targów Poznańskich wystąpi grupa Anathema. Koncert rozpocznie się o godzinie 20:00.

Tytuł jedenastego albumu Anathemy może posłużyć również jako określenie niezwykłego podejścia członków sekstetu z Liverpoolu do pracy i procesu artystycznego, któremu są wierni od założenia grupy w 1990 roku. Rozwijali się nieustannie, pokładając nadzieję w przyszłości – od chwili porzucenia sceny undergroundowej, do której powstania walnie się przyczynili po zachwyt, który budzą na świecie swoim nie uznającym żadnych granic post-progresywnym rockiem alternatywnym. Gitarzyści bracia Daniel i Vincent Cavanagh, perkusista John Douglas, jego młodsza siostra, wokalistka Lee Douglas, basista Jamie Cavanagh i klawiszowiec/perkusista Daniel Cardoso mają wielki dar – sugestywna, działająca na wyobraźnię muzyka spływa im spod palców, a oni sami stawiają sobie za cel, by nie spełniać niczyich oczekiwań. W świecie nie tylko muzycznych konformistów czekających na swoje pięć minut taka postawa jest naprawdę godna podziwu i pozazdroszczenia.

– Od samego początku byliśmy uczciwi w stosunku do siebie i pisaliśmy bardzo osobistą muzykę – przyznaje Vincent. – Z tą tylko różnicą, że na starcie naszej muzycznej działalności zakrywała ją dużo cięższa instrumentacja. Kiedy jest się nastolatkiem, to naturalne, że chce się iść na całość. Mieliśmy 23-minutowy utwór ambient, pomysły inspirowane muzyką klasyczną, wielowarstwowe harmonie gitarowe, akustyczne kompozycje folkowe, eksperymenty z puszczaną od tyłu taśmą, długie psychodeliczne partie, słowo mówione… wszystko. Ale szybko nauczyliśmy się, że aby dotrzeć w muzyce do głębi emocji, trzeba pozbyć się wszystkich warstw. Melodia jest wszystkim, potem przychodzi tekst, potem rytm i bas. Czy to ma jakieś znaczenie? Czy wzrusza? Zacznijmy od tego… jeśli odpowiedź brzmi tak, można zacząć myśleć o eksperymentach.

Choć wczesne albumy uznawano za klasyki, zespół porzucił cięższe korzenie na rzecz muzyki niekoniecznie lżejszej, lecz bogatszej w emocje, która docierała prosto do serc słuchaczy. Alternative 4, Judgement, A Fine Day To Exit i A Natural Disaster to okres odważnych eksperymentów w karierze grupy trwający do czasu, gdy album We’re Here Because We’re Here ugruntował jej pozycję jako jednego z najlepszych post-progresywnych zespołów na świecie.

– Każdy muzyczny krok naprzód był dla nas naturalnym procesem – mówi główny autor zespołu Daniel Cavanagh. – Od czasu pinkfloydowskich ciągot naszego pierwszego basisty Duncana Pattersona, nigdy nie oglądaliśmy się za siebie. Mamy szczęście, bo jako autorzy czasami odczuwamy telepatyczne połączenie. I, nawiasem mówiąc, gdybyśmy chcieli tylko osiągnąć sukces komercyjny, nigdy byśmy niczego nie zmienili.

Po wielokrotnie nagradzanym albumie Weather Systems z 2012 roku i urzekającym Distant Satellites z 2014, zespół powraca z jedenastą płytą w swoim dorobku. The Optimist to chyba najbardziej mroczna, najbardziej ambitna i nieoczekiwana muzyka, jaką przyszło mu zaprezentować. Wije się i zakręca jak żadna do tej pory, budząc podziw u nawet najbardziej osłuchanych z twórczością Anathemy fanów. 11 zamieszczonych na nim utworów przesuwa granice jeszcze dalej, a jednak pozostaje wierny myśli przewodniej każdego z nich. Inspiracji do powstania płyty dostarczyła – o dziwo – okładka do albumu A Fine Day To Exit sprzed ponad 15 lat.

– Chyba można powiedzieć, że album jest na wpół autobiograficzny, bo tym razem wykorzystaliśmy wymyślonego bohatera, Optymistę. Włożyliśmy w niego dźwięki, uczucia, a przede wszystkim nasze nadzieje i obawy. Tym razem zacząłem też pisać, korzystając z inspiracji wizualnej, a kiedy John wpadł na pomysł, by napisać jakąś historię, wyszedłem od A Fine Day To Exit. Wspaniałe piosenki Vincenta i Johna doskonale się w nią wpasowały… podczas pisania materiału byliśmy jednością – mówi o nowym wydawnictwie Daniel Cavanagh.

– Większość tych utworów „dzieje” się w umyśle naszego bohatera – dodaje Daniel. – Celowo pozostawiliśmy sprawę otwartą. Jego uczucia, dalsza życiowa ścieżka, jego los uzależnione są od słuchacza. To inni mają dopasować brakujące kawałki układanki… wszystkie te utwory są bardzo niejasne.

Od napędzanego ostrymi gitarami Springfield, przez filmowy, utrzymany w stylu jazz noir Close Your Eyes po nieziemską elektronikę San Francisco, The Optimist jest podróżą pełną zachwytów i cudów. Ale podróżą mroczniejszą niż poprzednie dokonania zespołu, co związane jest z poruszanymi na albumie problemami psychicznych i emocjonalnych zmagań – wszyscy w ten, czy inny sposób, musimy toczyć wewnętrzne walki.

W porównaniu z wcześniejszymi płytami na albumie dużo jest mrocznych i złowieszczych momentów.

– W każdym utworze są takie, przy których cierpnie skóra – mówi Vincent. – A kiedy wszystko zaskakuje, brzmi imponująco – co w dużej mierze jest zasługą Tony’ego. Pierwszą rzeczą, jaką zasugerował, było brzmienie perkusji. Wiedział, że chcemy zrobić coś „dużego”, więc zaproponował studio Attica, w którym jest ogromny wyłożony kamieniem salon ze sklepionym wysokim sufitem. Drugą jego propozycją były nagrania na żywo, czego nie robiliśmy od lat. Po ostatniej trasie byliśmy na to gotowi. Tony chciał uchwycić tę energię, która pojawia się tylko wtedy, gdy patrzymy sobie w oczy… to wielka różnica. Z Tonym pracuje się rewelacyjnie i podczas nagrywania tego albumu sporo się nauczyłem.

The Optimist już teraz wydaje się być poważnym kandydatem do tytułu płyty roku, a gwiazda Anathemy płonie coraz jaśniejszym blaskiem.

Gościem specjalnym poznańskiego koncertu będzie grupa Alcest.