jh-logoW miniony weekend zespół Teatru Muzycznego w Poznaniu wraz z twórcami musicalu Jekyll & Hyde oraz publicznością pożegnali się z tym znakomitym broadwayowskim tytułem. Były spektakle, spotkania z solistami i owacje na stojąco.

Musical Jekyll & Hyde w reżyserii Sebastiana Gonciarza miał swoją premierę 10 października 2014 roku. Warto zapamiętać tę datę, bo stanowiła moment przełomowy w najnowszej historii poznańskiego Teatru. Ten broadwayowski przebój zapoczątkował zupełnie nowy rozdział i pokazał całkiem nowe oblicze Teatru Muzycznego w Poznaniu. Teatru, który zachwyca publiczność, wspina się na wyżyny, prezentuje widzom rozrywkę na najwyższym poziomie i sięga po najważniejsze tytuły światowego musicalu.

Produkcja Jekyll & Hyde zapoczątkowała odejście od tradycyjnej operetki na korzyść współczesnego, światowego widowiska muzyczno-tanecznego. Pokazała też, że poznański zespół wraz z zapraszanymi gośćmi stoi na bardzo wysokim, światowym poziomie. Uwypukliła też potrzebę budowy nowego, znacznie większego teatru, w którym soliści baletu nie musieliby zmagać się z brakiem miejsca na scenie, a soliści nie musieliby biegać z jednej strony budynku na drugą, żeby dotrzeć do garderoby.

Sukces musicalu – całego zespołu Teatru Muzycznego w Poznaniu, realizatorów zaproszonych do współpracy, a przede wszystkim dyrektora Przemysława Kieliszewskiego, który nie bał się zaryzykować i pokazać publiczności zupełnie nowego oblicza światowego teatru muzycznego, zaowocowały. O Teatrze Muzycznym zrobiło się głośno w całej Polsce, a kolejne produkcje – Evita, Zakonnica w przebraniu, Nine wciąż zachwycają publiczność. Czarują również soliści, zarówno ci na co dzień związani z Teatrem, jak również współpracujący przy wybranych produkcjach.

W miniony weekend Jekyll & Hyde, który zapoczątkował okres zmian w poznańskim Teatrze, został wystawiony po raz ostatni. Spektaklom towarzyszyło spotkanie z solistami, które odbyło się w sobotnie przedpołudnie w teatralnym foyer. I znów był zachwyt publiczności, długie owacje na stojąco i wzruszenie. Pozostaje mieć nadzieję, że jeszcze kiedyś uda nam się spotkać z Henry Jekyllem i Edwardem Hydem. Będziemy naciskać dyrektora, bo jak zapewnił ze sceny podczas ostatniego spektaklu, nigdy nie wiadomo, co się wydarzy.

[fot. Radosław Lak]