Joe BonamassaMocno bluesowe, trochę rockowe, okraszone sporą dawką gitarowej wirtuozerii i mieniące się wszystkimi kolorami tęczy – takie było muzyczne spotkanie z Joe Bonamassą, które odbyło się we wtorkowy wieczór w Poznaniu. Po dwóch latach nieobecności artysta powrócił, aby przypomnieć publiczności swoje największe przeboje.

Joe przyszedł na świat 8 maja 1977 roku w Utice, w stanie Nowy Jork. Dzięki temu, że jego ojciec Len posiadał sklep z instrumentami, Joe zaczął grać na gitarze Chiquita o pomniejszonej skali już w wieku czterech lat. Siedem lat później zaczął pobierać regularne lekcje gry  na tym strunowym instrumencie. Mając zaledwie 12 lat występował już u boku B.B. Kinga. Bonamassa jest częstym gościem na listach przebojów – wydana w 2003 roku płyta Blues Deluxe, promująca obchodzony wówczas Rok Bluesa, dotarła do pierwszego miejsca na bluesowej liście Billboardu, podobnie jak wydany w 2006 roku, album You & Me. Właściwie wszystkie dotychczasowe płyty Bonamassy święciły wielkie sukcesy – te, które nie znalazły się na pierwszym miejscu listy Billboardu, docierały przynajmniej do pierwszej dziesiątki. Artysta jest lubiany na całym świecie, a bilety na jego koncerty sprzedają się w mgnieniu oka. Nie inaczej było w Poznaniu – w Arenie bawiło się co najmniej 4000 fanów amerykańskiego wirtuoza gitary.

W swojej muzyce Joe Bonamassa łączy wpływy klasycznego, amerykańskiego bluesa z rockowym pazurem. Tym, co łączy te elementy w spójną całość, jest wirtuozeria, nad którą młody mistrz nieustannie pracuje. Jego występy porywają publiczność do wspólnej zabawy, a nogi same rwą się do tańca. Szkoda, że organizator poznańskiego koncertu nie uwzględnił tego faktu i pozwolił, aby ta część publiczności, która siedziała w pierwszych rzędach, mogła oglądać wyłącznie plecy bawiących się pod samą sceną fanów.

Pomijając to niedociągnięcie organizacyjne, trzeba przyznać, że Joe Bonamassa porwał i zachwycił poznaniaków. Pozostaje mieć nadzieję, że nie był to ostatni występ wirtuoza w stolicy Wielkopolski.