MurNiewidzialny mur rozdzielający dwa światy – po jednej stronie są mieszkańcy strzeżonych osiedli, dzieci bogatych rodziców, zamknięci we własnym środowisku nowobogaccy, pracownicy wielkich korporacji, dla których mieszkanie za zamkniętą bramą staje się symbolem statusu materialnego, prestiżu i szacunku. Po drugiej stronie niewidzialnego muru z nie zawsze łatwą codziennością walczą ci, którzy mają mniej szczęścia w życiu. Ich pensje mocno odbiegają od średniej krajowej, mieszkania w kamienicach i blokach z wielkiej płyty dawno nie zaznały remontu, a dzieci wychowują się na ulicy. Problem przenikania się dwóch światów rozdzielonych niewidzialnym murem, podejmuje Dariusz Glazer w swoim pełnometrażowym debiucie reżyserskim, Mur.

Tym, który aspiruje do przekroczenia tytułowego muru jest Mariusz. Na życie zarabia remontowaniem mieszkań położonych w tych lepszych, zamkniętych dzielnicach. Marzy, że kiedyś zamieszka w jednej z nich. Konsekwentnie i wszelkimi sposobami dąży do realizacji swojego planu na lepsze życie. Z zaoszczędzonych pieniędzy udaje mu się wynająć apartament za murem. Czy jednak samo mieszkanie wystarczy, aby wkroczyć do świata ludzi pozornie podziwianych i szanowanych?

Wszechobecny w dużych miastach problem niewidzialnego muru skutecznie oddzielającego mieszkańców od siebie to temat rzadko podejmowany przez polską kinematografię. Film Dariusza Glazera jest jednym z niewielu, który buduje fabułę wokół różnic społecznych wynikających z miejsca zamieszkania. To jeden z pierwszych polskich głosów dotyczący rosnącego podziału społeczeństwa na biednych i bogatych. Szkoda, że jest to głos słabo słyszalny i ginący w szerokiej debacie publicznej.

Okazuje się, że ciekawy, oryginalny i rzadko podejmowany temat nie jest przepisem na sukces. Przynajmniej tak się nie stało w przypadku filmu Mur. Oprócz ważnego problemu wokół którego została zbudowana akcja, niczego tu nie ma. Zabrakło pomysłu na scenariusz, zabrakło wyrazistych bohaterów, a sama fabuła w dużym stopniu opiera się na stereotypach i motywach znanych widzowi z tanich romansów. Być może Dariusz Glazer uznał, że im mniej widz wie na temat bohaterów, tym bardziej będzie chciał ich odkrywać, zajrzeć w przeszłość, wejść w ich życie. Stało się jednak inaczej. Zarówno Mariusz, jak i atrakcyjna sąsiadka będąca córką dewelopera nie zachęcają do bliższego poznania. Są nudni, mało atrakcyjni i zachowawczy. Romans, który się między nimi nawiązuje jest tak przewidywalny, że właściwie już od pierwszej sceny filmu wiadomo, w którą stronę potoczy się znajomość tych dwojga. Równie przewidywalny jest finał ich krótkotrwałego związku. On nigdy nie wyrwie się ze swojego dawnego życia, ona zawsze będzie ukochaną córeczką swojego bogatego tatusia, który decyduje o jej życiu. Poznali się, spędzili ze sobą kilka miłych chwil i równie szybko odeszli, każdy w swoją stronę. Wątek, jakich kino widziało już setki, a może nawet tysiące.

Tuż obok rozgrywa się zupełnie inny, może nawet ciekawszy, dramat, którego bohaterką jest matka Mariusza. Cierpiąca na depresję kobieta nie może otrząsnąć się po śmierci męża. Całymi dniami siedzi w głębokim fotelu i zatapia się w serialowym świecie, jaki proponuje jej telewizja. Żyje gdzieś obok, we własnej, wyimaginowanej rzeczywistości. Do dnia, w którym nagle dostaje wylewu i trafia do szpitala. Jest jeszcze bardziej bezradna, zamknięta w sobie i wymagająca stałej opieki, którą powinien jej zapewnić Mariusz – młody chłopak, który wyrwał się z ciasnego mieszkania w starej kamienicy i awansował do lepszego świata. Czy porzuci życie za niewidzialnym murem i powróci, by po raz kolejny pomóc swojej chorej matce?

Wątek powrotu i opieka nad schorowaną, nieobecną kobietą wydaje się dużo ciekawszy niż rozwarstwienie społeczne i podział na bogatych i biednych. Niestety, podobnie jak tytułowy mur, także i depresja, wylew, sanatorium oraz brak środków na pokrycie kosztów leczenia, zostały bardzo spłycone. Szkoda, bo mogłoby się wydawać, że połączenie dwóch tak bardzo aktualnych i mocnych wątków musi stworzyć arcydzieło kina psychologicznego. Tak się jednak nie stało. Powstał przewidywalny i wiejący nudą chłodny film o trudnych relacjach rodzinnych.

logo_NKP2