aniarusowiczNiedzielny wieczór należał do psychodelicznej Ani Rusowicz. Artystka wystąpiła w poznańskim klubie Blue Note w ramach promocji nowej płyty, Genesis.

Nowa płyta swoją tematyką nawiązuje do tego, co pierwotne, bliskie natury… Nie bez przyczyny płyta nosi tytuł „Genesis”. Teksty opisują rzeczywistość, w której żyjemy, relacje międzyludzkie. Z pozoru to nic szczególnego. Świat przedstawiają jednak innymi oczami. Do opisywania go użyte zostały elementy przyrody. Na początku mogą wydać się Wam staromodne, bo nie znajdziecie nowoczesnych terminów. Jesteśmy tak nowocześni, że wyłączyliśmy z naszego na wskroś modnego życia to, co najdoskonalsze – mówi o nowej płycie wokalistka.

Ania Rusowicz jest córką tragicznie zmarłej Ady Rusowicz oraz Wojtka Kordy – wokalistów zespołu Niebiesko – Czarni. Swoje pierwsze kroki na scenie stawiała w roku 2005 jako członkini grupy Dezire, w której zastąpiła Karolinę Stelmasiak. Słuchacze mogą kojarzyć pierwszy w Polsce zespół r&b z krajowych eliminacji do Konkursu Piosenki Eurowizji, gdzie dziewczyny zaśpiewały piosenkę Good Girl. Ciekawostką jest, że w teledysku do piosenki wystąpiła tancerka, Edyta Herbuś. Grupa nie odniosła wielkiego sukcesu i dwa lata później została rozwiązana.

Ania Rusowicz razem z mężem, Hubertem Gasiulem założyła zespół IKA. Grupa startowała w preselekcjach Konkursu Piosenki Eurowizji, ale piosenka Say, którą zaprezentowali uplasowała się na ostatnim miejscu.

Przełomowym w karierze Ani okazał się rok 2011. Wokalistka wystąpiła na Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu, gdzie zaśpiewała przeboje z repertuaru śpiewanego przed laty przez Adę Rusowicz. Piosenki Nie pukaj do moich drzwi, Duży błąd, Hej dziewczyno, hej oraz Za daleko mieszkasz miły w jej wykonaniu porwały opolską publiczność i przyniosły długo wyczekiwany sukces. W tym samym roku na rynku pojawiła się debiutancka płyta – Mój Big Bit, która została uhonorowana aż czterema Fryderykami.

Opolski koncert okazał się ogromnym sukcesem w życiu scenicznym młodej wokalistki. Nie brakowało jednak krytycznych uwag kierowanych pod adresem Ani. Zarzucano jej, że buduje swoją muzyczną karierę na wizerunku tragicznie zmarłej matki, Ady Rusowicz. I rzeczywiście, trudno temu zaprzeczyć. Ania nie tylko wyglądem przypomina Adę, ale także barwą głosu, stylem śpiewania, ruchami scenicznymi czy repertuarem. Powstaje pytanie, czy to, co prezentuje artystka jest prawdziwe i oryginalne? Niestety, oglądając kolejne występy wokalistki, także niedzielny koncert w Poznaniu, mam wrażenie, że wszystko zostało idealnie wyreżyserowane i zaplanowane przez grupę specjalistów od marketingu. Trudno bowiem znaleźć argumenty przeczące zarzutom, iż Ania zawdzięcza sukces swojemu obecnemu nazwisku, które przyjęła w wieku 22 lat. Prawdą jest również fakt, iż o artystce zrobiło się głośno dopiero wówczas, gdy sięgnęła po repertuar nieżyjącej matki. Sama Ania podsycała atmosferę wchodząc, świadomie lub nie, w publiczny, prowadzony w mediach konflikt ze swoim ojcem – Wojtkiem Kordą.

Debiutancki krążek, utrzymany w stylistyce rock’n’rolla lat 70. nie zmienił wizerunku wokalistki – wciąż przyrównywano ją do Ady. Czy płytą Genesis i kolejnymi koncertami Ania udowodni, że to, co robi jest prawdziwe i wypływa prosto z serca? Czy może jest to tylko strategia marketingowa mająca podtrzymać osiągnięty wcześniej sukces?

Poznański koncert wypełniły przede wszystkim rockowe, psychodeliczne numery z ostatniej płyty artystki. Ania zaśpiewała także największe przeboje z debiutanckiego albumu, w tym piosenkę Za daleko mieszkasz miły, którą przed laty wykonywała Ada Rusowicz.

Publiczność w rodzinnym mieście Ani, w którym spędziła ona pierwsze lata swojego życia, nie zawiodła. I chociaż sama wokalistka miała dość słaby kontakt ze słuchaczami i znacznie częściej śpiewała dla samej siebie, sytuację ratował perkusista, Hubert – prywatnie mąż artystki. To właśnie on zachęcał publiczność do wspólnej zabawy. Wydaje się, że psychodeliczny rock inspirowany zachodnimi kapelami lat 70. trafił do szerokiego grona odbiorców. I to w bardzo różnym wieku. Na koncercie bawili się zarówno młodsi fani artystki, jak również nieco starsza publiczność, dla której występ Ani był powrotem do lat, kiedy na ulicach królowali hipisi.

 

[fot. materiały promocyjne Organizatora]