BANNALEC_fin_prntBretania to jedyny oficjalnie celtycki region na terytorium kontynentalnej Europy. Jej mieszkańcy szczycą się historią regionu, wciąż wspominają czasy, gdy Bretania była niepodległa, są dumni ze swojego niezrozumiałego dla nikogo języka, bogatej flory i fauny oraz kuchni, która nie ma sobie równych nigdzie indziej. To tutaj, na malowniczych i tajemniczych wyspach należących do Bretanii – Glenanach, zostaje popełnione potrójne morderstwo, do którego wyjaśnienia wezwany zostaje komisarz Dupin, znany czytelnikom z pierwszej powieści Jean-Luc’a Bannalec’a – Śmierć w Pont-Aven.

Pewnego dnia sztorm wyrzuca na brzeg jednej z wysp archipelagu trzy ciała. Na początku lokalne władze nie mają pojęcia kim są martwi mężczyźni. Szybko okazuje się, że jedną z ofiar jest właściciel znanej i szanowanej szkoły żeglarstwa, bogaty mistrz świata, Lucas Lefort. Drugą ofiarą okazuje się znajomy prefekta, przedsiębiorca Yanning Konan. Do wskazania tożsamości trzeciej osoby oraz ustalenia, co właściwie stało się na wyspie, zostaje wezwany komisarz Georges Dupin. Policjant już od kilku lat mieszka w Bretanii, ale wciąż jest traktowany jak obcy. Sąsiedzi mówią o nim „ten paryżanin”, choć sam komisarz w ogóle się tym nie przejmuje – ludzie mieszkający tam od 50 lat też są obcymi, niepotrafiącymi zrozumieć istoty duszy Bretanii. Dupin jest staroświeckim policjantem – jedynym przejawem nowoczesności jest jego nieco staroświecki telefon komórkowy, który wciąż dzwoni i równie często traci zasięg, co powoduje lekkie zamieszanie w dochodzeniu. Skrupulatny policjant prowadzi śledztwo krok po kroku, starając się ustalić wszystkie wydarzenia z dni poprzedzających makabryczne odkrycie. Szybko dochodzi do wniosku, że nie był to wypadek, a potrójne morderstwo z premedytacją. Rozpoczyna trzydniową podróż po spowitych mgłą wyspach, na których pogoda zmienia się jak w kalejdoskopie. Odkrywa tajemnice mieszkańców Bretanii, których wcześniej uznawał za spokojnych pacyfistów, dbających tylko o swoje, jak to sam określa, dziwaczne zwyczaje.

Sztorm na Glenanach to lekki i przyjemny kryminał, który spodoba się każdemu czytelnikowi. Fabuła powieści jest na tyle wciągająca, że trudno odłożyć tę książkę na półkę. Pojawiające się na każdym kroku poszlaki, nowe wątki i mocno skomplikowane relacje międzyludzkie nadają jej lekkości i, jeśli można tak powiedzieć, wiarygodności. Autor mieszka w Bretanii i ta pozycja stanowi pewnego rodzaju pieśń pochwalną dla tego regionu Francji i jego, momentami specyficznych i nietolerancyjnych mieszkańców. Liczne opisy przyrody, analizy koloru nieba czy nasyconego parującą wodą powietrza, to tylko mały fragment tej pieśni. Sztorm na Glennanach momentami przypomina podręcznik do nauki geografii czy przyrody, pomagając czytelnikowi wyobrazić sobie to niesamowite miejsce i zacząć szukać tanich lotów, żeby jak najszybciej znaleźć się w Bretanii i móc skosztować tamtejszego homara oraz obserwować delfiny, szalejące w przybrzeżnych wodach. Może nie jest to wybitny kryminał, w którym napięcie rośnie wraz z kolejno przerzucanymi kartkami, ale z pewnością jest to wciągająca i zajmująca kilka wieczorów, lektura.