Na rynku ukazała się biografia Bogusława Meca- Bim Bam Bom. Mogę wszystko!, autorstwa Macieja Wasielewskiego. W gruncie rzeczy jest to zbiór wspomnień najbliższych osób artysty – żony Joli, córki Luizy, siostry Danki oraz koleżanek i kolegów z estrady. W publikacji znajdziemy wypowiedzi Zbigniewa Wodeckiego, czy dziennikarza Marka Sierockiego.

Biografia ukazuje zupełnie odmienne od powszechnie znanego oblicze artysty. Pokazuje jaki był naprawdę, na co dzień. Czytelnik śledzi jego życie od chwili narodzin w gajówce Brzustów, gdzieś pomiędzy Tomaszowem Mazowieckim a Opocznem, przez okres szkoły podstawowej, potem średniej, studia na Wydziale Tkaniny i Ubioru łódzkiej Akademii Sztuk Pięknych. Dzięki żonie i kolegom poznajemy prawdziwy świat estrady lat siedemdziesiątych ubiegłego stulecia. Wielotygodniowe trasy koncertowe, po kilka występów w ciągu jednego dnia i alkohol lejący się strumieniami. Ale popularność miała też drugie oblicze. Stres, presja środowiska, gonienie za tym, by nie zostać odsuniętym na boczny tor często przeszkadzały w normalnym, codziennym życiu. Wielu artystów nie wytrzymywało presji.

Jak ze stresem walczył Bogusław?

– Gdyby nie Jola, umarłby dużo wcześniej, jak wielu z jego kolegów – uważa Danka, jego siostra. – To, że miał dom, rodzinę, to zasługa Joli, która o niego walczyła. Jak trzeba było go wyciągnąć z knajpy, to Jola. Jak trzeba było odkręcać niezręczne sytuacje, to też Jola.*

Książka Macieja Wasielewskiego to nie tylko biografia, ale także historia prawdziwej i głębokiej miłości. Miłości kobiety niezwykle cierpliwej, tolerancyjnej, silnej i samodzielnej. Tego wymagało od niej życie u boku artysty. Trwała w małżeństwie a mimo to bywała i słomianą wdową, i samotną matką. Najtrudniej było chyba w stanie wojennym, kiedy Bogusław przebywał w Stanach Zjednoczonych. Została sama z kilkuletnią córką na utrzymaniu. A kiedy po roku wrócił, nie umieli już ze sobą rozmawiać. Ale wzajemna miłość pomogła im przezwyciężyć kryzys.

Kilka lat później miłość zjednoczyła ich w walce z chorobą artysty. Toczyli ją przez dwanaście lat. Bywało różnie; raz lepiej, raz gorzej. Po udanym przeszczepie szpiku kostnego wydawało się, że najgorsze mają już za sobą. Niestety, po ośmiu latach śmierć znów upomniała się o Bogusława. I znów podjęli walkę. Trwała niecałe trzy lata. Tym razem zostali pokonani. 11 marca 2012 roku w szpitalu w Zgierzu Bogusław Mec poddał się śmierci.

Książka Bim Bam Bom. Mogę wszystko! jest ciekawa jako obraz świata estrady lat siedemdziesiątych w Polsce –  weryfikacje artystyczne w Ministerstwie, wielotygodniowe trasy koncertowe, festiwale w Opolu i stosunki panujące pomiędzy muzykami, wokalistami. Przyjaźnie czy rywalizacja? A może jedno i drugie po trochu?

Czytelnik ma okazję zobaczyć Bogusława Meca oczami jego żony, Joli (tak naprawdę Marii), który znacznie różni się od wizerunku scenicznego artysty. Krytycy pytają, czy taka biografia jest komukolwiek potrzebna? Zarzucają autorowi, że publikacja powstała jako swoiste katharsis dla żony – że dopiero teraz mogła wyrzucić z siebie wszystkie pretensje, żal, smutek, złość jakie gromadziła w sobie przez lata. Nie mogła się skarżyć wcześniej, bo nie mogła i nie chciała zaszkodzić wizerunkowi męża. Ale wydaje mi się, że takie opinie są mocno przesadzone. Biografia autorstwa Macieja Wasielewskiego pozwala poznać człowieka – artystę, który przez całe swoje życie pragnął tylko akceptacji. Pozwala poznać człowieka pracowitego, skromnego, który nie zabiegał o popularność, nie zabiegał o wywiady, nie dzwonił do dziennikarzy i nie pchał się na scenę. Umiał się wycofać, znaleźć siłę poza sceną w czasach kiedy wzrosło zapotrzebowanie na artystów jednego sezonu.

Biografia Bogusława Meca pozwala czytelnikowi odnaleźć odpowiedź na pytanie „naprawdę jaki jesteś?”

* Bim Bam Bom. Mogę wszystko. Maciej Wasielewski, Wydawnictwo Bellona, 2013, s. 100