dar-z-bretaniiLa Salle jest niedużą wsią w regionie Morbihan na południu Bretanii. Dla Midge, amerykańskiej malarki mieszkającej na stałe w Paryżu, La Salle jest ucieczką przed całym światem. Dla Jeanne, nazywanej pieszczotliwie przez mieszkańców – Mémé, ta mała wioska jest z kolei całym światem. Obie kobiety różnią się od siebie tak bardzo, że aż trudno uwierzyć w ich głęboką i niczego nie oczekującą w zamian przyjaźń. Przyjaźń, która odmieniła życie ich obu.

Midge urodziła się w Stanach Zjednoczonych. Miłość do sztuki, a w szczególności do malarstwa, zaprowadziła ją jednak do Paryża. Tam też, podczas wernisażu la Guerreca, poznała swojego przyszłego męża, Yves’a Drumonta. Mężczyzna był młodym, uroczym i niezwykle sympatycznym malarzem, który od pierwszego wieczoru skradł serce Midge. W niecały rok para pobrała się, a po kilku miesiącach na świecie pojawiła się Danielle. Małżeństwo wydawało się udane i bardzo szczęśliwe. Midge była zapatrzona w swojego męża jak w obrazek i była gotowa poświęcić dla niego swoje szczęście. Yves, który tak naprawdę był próżnym egoistą, często wykorzystywał oddanie żony dla zaspokojenia własnych ambicji. Nie spodziewał się, że któregoś dnia kobieta sprzeciwi się jego poleceniom i rozkazom. W chwili, w której zabronił żonie malować, zapoczątkował rozpad pozornie szczęśliwego małżeństwa. Midge nie wyobrażała sobie życia bez płócien, farb i pędzli. Miłość do sztuki okazała się dużo silniejsza niż uczucie, którym darzyła męża. Atak złości, w wyniku którego Yves zniszczył maczetą obrazy żony, doprowadził do ich rozstania.

Ból samotności i smutek Midge leczyła w La Salle. Początkowo sceptycznie nastawiona do pomysłu kupna siedmiu ruder w wiosce gdzieś na północy kraju, Midge pokochała to miejsce. Dawało jej wolność, której tak bardzo brakowało jej w małżeństwie. Znów mogła być sobą –wolna, jak zwierzę, które uciekło z klatki. Ale La Salle dało jej także coś więcej – niezwykłą przyjaźń z kobietą w czerni, Jeanne Montrelay.

Dar z Bretanii wbrew pozorom nie jest kolejną powieścią o bólu rozstania i nieudanym małżeństwie. Kłopoty, które dotknęły Midge i Yves’a stają się wyłącznie tłem do opowiedzenia historii o przepięknej i bezinteresownej przyjaźni przedstawicielek dwóch różnych światów. Czego nauczyły się od siebie nawzajem? I dlaczego więź, która je połączyła zmieniła życie obu kobiet?

Mémé, jak nazywali kobietę w czerni mieszkańcy La Salle, była silną kobietą, która z każdej życiowej porażki i każdego niepowodzenia wychodziła jeszcze silniejsza. Jako najstarsza z rodzeństwa szybko musiała nauczyć się dorosłego życia. To właśnie do niej należała opieka nad siostrami i braćmi. Musiała również pracować w gospodarstwie. Na szkołę nie starczyło jej już czasu. Jeanne nie umiała ani czytać, ani pisać. Potrafiła za to pięknie opowiadać, piec najsmaczniejsze ciasta w całej wsi i gotować jak prawdziwa mistrzyni kuchni. Była wzorową matką i przykładną żoną. A jednak życie jej nie oszczędzało. Jako młoda wdowa i matka musiała ponownie stawić czoła problemom codzienności na wsi. Nie było jej łatwo, ale nigdy się nie poddawała. I właśnie wewnętrzna siła była tym, co imponowało młodej Midge.

To właśnie pomoc, siła, j dobroć i szlachetność Mémé pozwoliły młodej Amerykance przetrwać zimę w La Salle. Pomogły jej także podjąć najważniejsze życiowe decyzje – o odejściu od męża, rozwodzie, a potem również o sprzedaży wiejskiej posiadłości i wyjeździe do Rzymu.

Powieść Marjorie Price to książka, która maluje, dosłownie i w przenośni, obraz zapomnianej francuskiej prowincji z połowy lat sześćdziesiątych. Wsi spokojnej, romantycznej, budującej silne więzy społeczne. Cotygodniowe spotkania mieszkańców, wspólne biesiady ze śpiewem i wspominaniem dawnych historii były zwykłą codziennością. Na wsiach nie było telefonów, nie było telewizorów, a jedyną rozrywką mieszkańców były wspólne spotkania. Niestety, wraz z pojawieniem się kanałów telewizyjnych ludzie coraz więcej czasu spędzali we własnych domach, izolując się od swoich sąsiadów. Dar z Bretanii jest wspomnieniem czasów, kiedy  postęp technologiczny był obcy mieszkańcom wsi, dzięki czemu mieli oni więcej czasu dla siebie nawzajem. Zazdrość czy zawiść były ludziom całkiem obce, a niesienie pomocy było odruchem bezwarunkowym. Jak pisze autorka wioska już nie istnieje. Chłopów też już nie ma, nikt już nie zobaczy, jak ciągną na pola, we mgle, na długo przed nastaniem świtu. Zniknęły staruszki w czerni, zgarbione nad kapustą w warzywnikach, przepadli wieśniacy gawędzący tutejszą gwarą przy płocie, nierozerwalnie związani z wiekowymi gospodarstwami.

Dar z Bretanii Marjorie Price to wielobarwna, malowana pędzlem opowieść o miłości, stracie, przyjaźni i poszukiwaniu samej siebie. Doskonała literatura nie tylko na lato.