W czwartkowy wieczór poznański klub Blue Note odwiedził Mateusz Krautwurst i jego goście: Marcin Pendowski grający na basie, Kamil Barański na instrumentach klawiszowych, Daniel Kapustka na instrumentach perkusyjnych. Ponadto na scenie pojawili się Piotr Kaluta grający na gitarze oraz dwoje gości specjalnych – Paweł Krawczonek (lider Jazz Rideres) z saksofonem oraz Sybilla Sobczyk jako wokalistka.

Poznański koncert odbył się w ramach trasy promującej pierwszy solowy album wokalisty, kompozytora, autora tekstów, a także producenta zatytułowany Gdzieś pomiędzy. Fani głosu Mateusza, którzy pamiętają młodego artystę z udziału w telewizyjnym programie Fabryka Gwiazd (2008 rok), czekali na tę płytę od bardzo dawna. – Po drodze pojawiło się 150 utworów, które napisałem – śpiewali je różni artyści łącznie ze mną. Część produkcji zrealizowałem dla innych artystów – The Chance, wcześniej dla Kasi Moś, Nicka Sinclair’a. Pojawiły się różne projekty.  – mówi Mateusz Krautwurst. – Dojrzewałem z tym, żeby ten materiał mógł zostać pokazany w takim momencie, kiedy ja będę miał wystarczająco dużo lat doświadczenia żeby go dobrze wyprodukować, a później pokazać te utwory w taki sposób, w jaki powinny być zaprezentowane. To naprawdę wąska grupa konkretnych piosenek, które tworzą spójny album. Trzeba czasem na takie rzeczy chwilę poczekać  – opowiada o nowej płycie artysta.

Pod względem muzycznym album jest bardzo zróżnicowany i pełen koloru. W jej nagraniu uczestniczył cały zespół muzyków i każdy z nich wniósł do końcowego brzmienia coś własnego i niepowtarzalnego. Oscylując na granicy muzyki pop i jazz, gdzieś pomiędzy swobodą a wysublimowaną elegancją,  stanowi doskonałą alternatywę dla muzyki słyszanej w stacjach radiowych. Z jednej strony jest to muzyka liryczna pełna głębokich, refleksyjnych tekstów, z drugiej – nie brakuje na niej bardziej żywiołowych, wręcz tanecznych kawałków.

Podczas poznańskiego koncertu okazało się zresztą, że Mateusz jest całkiem niezłym tancerzem. Każdy zagrany przez muzyków dźwięk wypełniał całą jego osobę sprawiając, że także publiczność nie była w stanie usiedzieć w jednym miejscu. Wymiana energii i doskonały kontakt z fanami sprawiły, że nogi chciały tańczyć, a cały tułów poruszał się w rytm muzyki. Prawie dwugodzinny koncert wypełniła atmosfera swobody i luzu, a jednocześnie muzycznej refleksji. Nie zabrakło funkowych rytmów, które rozbujały publiczność. Były też improwizacja i zabawa własnym głosem, tak charakterystyczna dla jazzu, który pobrzmiewa w muzyce Mateusza – gdzieś pomiędzy funkiem a popem.

Pozostaje życzyć młodemu wokaliście Platynowej, albo przynajmniej Złotej Płyty, a poznańskiej publiczności więcej koncertów artystów, którzy, podobnie jak Mateusz Krautwurst, pozostają w muzyce wierni sobie.