Rodzina Addamsów,fot.Fotobueno mNajbardziej mroczna, a zarazem wzbudzająca sympatię na całym świecie, rodzinka zagościła na deskach Teatru Muzycznego w Poznaniu, zapraszając widzów do swojej upiornej rezydencji wypełnionej strachem i narzędziami tortur. Nowy sezon artystyczny Teatr rozpoczął kolejnym broadwayowskim przebojem – Rodzina Addamsów. Trzeba przyznać, że tak okrutnej i mrocznej inauguracji z udziałem żywych, martwych i niezdecydowanych jeszcze w tym Teatrze nie było!

Fabuła spektaklu jest dość banalna i przewidywalna. Oto młoda kobieta – Wednesday zakochuje się w przystojnym i uroczym chłopaku, ale na drodze do ich wspólnego szczęścia stają rodzice, pochodzący z dwóch różnych światów. Morticia nie chce dopuścić do ślubu swojej córki, nazywanej pieszczotliwie księżniczką ciemności z wesołym i nieco lekkomyślnym Lucasem. Wszystko zmienia się pewnego wieczoru, kiedy na wspólnej kolacji w upiornej rezydencji Addamsów spotykają się obie rodziny. Na bazie tej prostej historii powstał najbardziej mroczny musical, który oczarowuje publiczność na całym świecie, od niedawna także w Poznaniu.

Tym, co zachwyca widza jeszcze przed rozpoczęciem spektaklu jest scenografia autorstwa Grzegorza Policińskiego. Już samo wejście do budynku wywołuje ciarki na plecach i powoduje wzrost napięcia zmieszanego z lekkim strachem. Później jest już tylko mroczniej i upiorniej. Publiczność wita ogromne, wręcz monstrualne, zamczysko – tajemnicza i pełna grozy rezydencja państwa Addamsów. Widz siadając na fotelu zanurza się w zupełnie innym, obcym i nieznanym świecie. Już pierwsze sceny potwierdzają, że w Teatrze Muzycznym w Poznaniu możliwe jest absolutnie wszystko – martwi wstają z grobów i zapraszają do wspólnej zabawy.

A tej w spektaklu nie brakuje. Mimo całej grozy można swobodnie stwierdzić, że nowa propozycja Teatru Muzycznego w Poznaniu nie jest wcale horrorem, a mroczną komedią, przepełnioną nieco paraliżującym poczuciem humoru. Ogromna w tym zasługa tłumacza, a zarazem reżysera spektaklu – Jacka Mikołajczyka, który nadaje spektaklowi bardzo współczesny, a jednocześnie osadzony w polskich realiach, charakter. Ma się wrażenie, że cała historia dotyczy rodziny dziwaków mieszkających na przedmieściach Poznania. Addamsem, w tym doskonałym przekładzie, mógłby być niemal każdy, kto wyróżnia się z tłumu i prowadzi dość ekscentryczne życie.

Rodzina Addamsów to musical nieco odmienny od tych, które w ostatnich sezonach gościły na deskach Teatru Muzycznego w Poznaniu. Przede wszystkim jest to spektakl bardziej teatralny niż muzyczny; dużo dialogów prowadzonych jest na tzw. ciszy, bez towarzyszenia orkiestry, co utrudnia zadanie solistom. Swoje role muszą nie tylko doskonale wyśpiewać, ale przede wszystkim zagrać – ciałem, ruchem, mimiką twarzy. Tutaj liczy się każdy gest, krok, a nawet mrugnięcie okiem. Z tym zadaniem doskonale radzi sobie Radosław Elis wcielający się w postać Gomeza – troskliwego ojca i czułego męża. Zaryzykuję stwierdzenie, że jest to najlepsza dotychczasowa rola tego aktora na deskach Teatru Muzycznego w Poznaniu. Pełen mroku uwodzi, kusi i flirtuje z widzami, zapraszając ich do swej upiornej rezydencji, którą wypełniają okrutne miejsca tortur. Warto przyjąć to niecodzienne zaproszenie i wejść do świata wykreowanego przez Radosława Elisa, który nie tylko odgrywa głowę rodziny Addamsów – on nią po prostu jest. Pełen sprzeczności – tajemniczy i prawdomówny, mroczny i uroczy, zabawny i okrutny, stanowczy i gotowy do poświęceń dla swojej ukochanej żony oraz najpiękniejszej córki. Doskonałą grę aktorską dopełnia namiętne i ogniste tango wytańczone wspólnie z Barbarą Melzer, czyli musicalową Morticią.

Ta pełna wdzięku solistka wręcz pływa po scenie, wzbudzając u widza jednocześnie fascynację i grozę. Jest chyba najbardziej mrocznym Addamsem, a zarazem najbardziej wrażliwą postacią w całym spektaklu. Zachwyca talentem aktorskim, mocnym i doskonale prowadzonym głosem, a także tańcem. Cieszy fakt, że Barbara Melzer dołączyła do poznańskiego zespołu i pozostanie w stolicy Wielkopolski na dłużej.

Na duże uznanie zasługuje również Patryk Kośnicki wcielający się w postać Festera. Już samo noszenie kostiumu przygotowanego przez Ilonę Binarsch wymaga poświęceń, a kiedy trzeba w nim jeszcze zatańczyć – i to z taką gracją, z jaką czyni to Patryk, można swobodnie mówić o mistrzowskiej roli. Wrażliwy, pełen miłości i tęsknoty Fester jest zmienny jak pogoda w wysokich górach. Balansuje pomiędzy skrajnymi emocjami, budując bardzo intrygującą, a jednocześnie niezwykle wymagającą dla aktora, postać. Doskonale przykuwa wzrok widza, wzbudzając ogromną sympatię dla swojej postaci, a zarazem uznanie publiczności dla swojego talentu aktorskiego i wokalnego.

Muzyka w Rodzinie Addamsów porywa. Wybuchowe wręcz połączenie brazylijskiej samby, latynoskiej salsy i ognistego tanga powoduje, że spektakl nabiera zawrotnego tempa. Niestety, po zakończeniu musicalu odczuwa się lekki niedosyt i poczucie, że dźwięków granych przez orkiestrę mogłoby być w spektaklu znacznie więcej, eliminując tym samym dialogi prowadzone na tzw. ciszy, które w nadmiarze mogą nużyć widza.  

Poznańska odsłona Rodzinny Addamsów to kolejny krok w stronę światowego musicalu. Nową premierą Teatr Muzyczny potwierdza, że nie zwalnia tempa i, po wielu zachwycających premierach w minionych sezonach, nie osiada na laurach, ale podejmuje się coraz trudniejszych zadań. I po raz kolejny robi to po mistrzowsku.

[fot. Fotobueno]