FRONT_przechodzienowschodzieBogaty instrumentalnie, melodyjny i łatwo wpadający w ucho, a jednocześnie mocny w warstwie tekstowej i bardzo prawdziwy – pod koniec września swoją premierę miał nowy album grupy Strachy Na Lachy, Przechodzień o wschodzie.

Ze wstydem przyznaję, że chociaż jest to już szósty studyjny album zespołu, stanowi moje pierwsze spotkanie z muzyką Strachów. Nie będę więc używać żadnych porównań do poprzednich wydawnictw, ani też rozważać, czy jest to zupełnie nowe oblicze zespołu, czy też powrót do korzeni. Dla mnie jest to po prostu sympatyczny, melodyjny i przyjemny w odbiorze album, którego miło się słucha zarówno w jesienny wieczór spędzany w fotelu, jak również podczas jazdy samochodem, spaceru po parku, czy pracy przy biurku. Materiał z nowej płyty doskonale sprawdza się również na koncertach. Jest rockowo, energicznie i tanecznie. Chciałoby się powiedzieć, że to taka płyta do tańca i… do różańca, bo i nie brakuje motywów religijnych, chociaż traktowanych tu z mocnym z przymrużeniem oka przez pryzmat podmiotu lirycznego będącego ateistą.

Przechodzień o wschodzie to jednak nie tylko taneczne rytmy i rockowy klimat, ale także odrobina melancholii, przyprawiona akustycznym brzmieniem. Urzekają przede wszystkim gitary, budujące bardzo intymny świat złożony z wyjątkowych dźwięków i charakterystycznego, lekkiego, a jednocześnie trochę zadziornego wokalu Grabaża. To taka prywatna (choć niezwykle publiczna) opowieść o codziennej egzystencji autorstwa człowieka szczęśliwego, spełnionego, zakochanego, lubiącego siebie i życie. Co nie znaczy, że jest to jakiś płytki, cukierkowy album o miłości. Wręcz przeciwnie. Album zawiera słodko-gorzkie refleksje o codzienności, zdradzie, zagubieniu i samotności. Ale jest coś w głosie Krzysztofa Grabowskiego, co sprawia, że nawet pozornie smutne teksty o wyobcowaniu stają się przepełnione optymizmem. Oprócz wokalu Krzysztofa Grabaża Grabowskiego, na płycie usłyszymy itsmisslilly, Lenę Romul i Karolinę Supron, czyli gościnny, niezwykle przyjemny w odbiorze pierwiastek kobiecy w mocno męskim składzie zespołu.

Płyta obfituje również w różnorodność dźwięków. Oprócz klasycznego składu opartego na gitarach, basie, perkusji oraz instrumentach klawiszowych, odnajdziemy tu ciekawą sekcję dętą. Puzon, saksofon i trąbka urozmaicają brzmienie Strachów, a zarazem kierują ten album w stronę gatunku, który nazwałabym punk-reggae, z elementami mocnego rocka.

Przechodzień o wschodzie to płyta wymykająca się schematom, gatunkom, a przede wszystkim jakiejkolwiek klasyfikacji. I dobrze. W muzyce nie chodzi przecież o to, żeby kręcić się wokół tych samych dźwięków i form, ale budować własne, oryginalne brzmienie balansujące pomiędzy różnymi gatunkami i romansujące z rozmaitymi, często zaskakującymi instrumentami. Takie są właśnie Strachy Na Lachy na swoim najnowszym albumie – oryginalne, wyjątkowe, przechodzące płynnie od akustycznych ballad po mocne rockowe utwory, zabarwione starym, dobrym punkiem.