Jacek Stęszewski - PeweksówkaSmak gumy Turbo, zapach zielonych dolarów i feeria barw w byłych sklepach Baltony. Jaki był świat PRL-u i jakim zapamiętał go muzyk, kompozytor, autor tekstów i wokalista, Jacek Stęszewski? Przekonać się możemy słuchając nowego albumu artysty zatytułowanego Peweksówka, który miał swoją premierę w pierwszych dniach marca.

Peweksówka to zaproszenie do świata lat 80. ubiegłego wieku. To odkrycie przed słuchaczem zapachów, smaków, pragnień i marzeń z wczesnego dzieciństwa. Czy było ono szare i smutne jak jednobarwny był świat za oknem? Czy może w tym całym smutku koloru pochmurnego nieba, skrywało się coś wesołego, zabawnego, godnego zapamiętania?

Nowy album Jacka Stęszewskiego to 14 utworów osadzonych tekstowo w PRL-u widzianym oczami małego chłopca, który dostrzegał tylko to, co powierzchowne. Oglądał świat nie zważając na politykę, dyktatorów i ogólną sytuację geopolityczną. On widział to, co było w domu, sklepie za rogiem, autobusie i na ekranie telewizora. Nic więc dziwnego, że czas PRL-u w jego piosenkach nie jest ponury, smutny, jednokolorowy i podły. Mimo całego absurdu, jaki towarzyszył Polsce w latach 80., on dostrzegał z pozoru nieistotne sytuacje i przedmioty. Było tak, jak musiało być. Wtedy i tam. Widziane z perspektywy pozbawionej walki politycznej i żelaznej kurtyny. To świat dziecka, a więc nieco naiwny, a jednak niezwykle trafnie zaobserwowany. Nie zmienił tego ani upływ czasu, ani dojrzewanie i rozumienie świata w zupełnie odmienny sposób.

Peweksówka pozostała w swojej warstwie tekstowej, wspomnieniem tego, co było. Jacek Stęszewski obrazuje tamten świat bez komentarza, jaki można byłoby nadać przeszłym wydarzeniom i sytuacjom przez pryzmat dorosłego i dojrzałego człowieka. Być może właśnie dlatego ta płyta jest absolutnie wyjątkowa, niepowtarzalna i bliska dzisiejszym trzydziestolatkom?

Głęboka w swoim przekazie Peweksówka przypomina o długich kolejkach na stacjach benzynowych CPN, zapachu i kolorach dominujących w Peweksach, do których chodziło się raczej oglądać niż kupować. Trochę jak do muzeum, gdzie niczego nie można dotknąć, ale wszystkim można nacieszyć zmysł wzroku i zapachu. W Peweksach pachniało przede wszystkim zielonymi dolarami i obcością. Podobnie jak prezenty przywożone przez wujka z RFN-u, szczególnie słynna „czekolada z okienkiem”. I tak dochodzimy do kolejnego zmysłu, okazjonalnie zaspokajanego w czasach minionych – zmysłu smaku. Oprócz wspomnianej czekolady z całymi orzechami laskowymi była jeszcze woda firmowa i guma Turbo. Ta ostatnia stanowiła jedną z największych atrakcji przełomu lat 90. Do codziennych rozrywek należało bowiem kolekcjonowanie obrazków z luksusowymi jak na tamte czasy samochodami. Te nieduże zdjęcia ukryte w każdej gumie sprzyjały kontaktom towarzyskim – wymieniło się je na inne, a nawet grało w wymyślone na potrzeby chwili, karty. Z czasem świat rozrywek poszerzył się o magnetowidy, kasety VHS i powstające niemal na każdym roku, wypożyczalnie kaset video. W domach pojawiły się również pierwsze komputery – Atari, Amiga i Commodore 64. Cud techniki, który odsłonił przed dziećmi, młodzieżą i dorosłymi pierwsze gry komputerowe, z zachwycającą wówczas, a współcześnie wywołującą sentymentalny uśmiech na twarzy, grafiką. Taki był świat PRL-u i taka jest właśnie rzeczywistość na płycie Peweksówka.

Wyjątkowa jest również warstwa muzyczna. Jeśli ktoś myśli, że muzyka proponowana przez Jacka Stęszewskiego jest smutna, nostalgiczna i przepełniona żalem, tkwi w dużym błędzie. Bogate instrumentarium, w którym znalazły się między innymi wiolonczela, fortepian, akordeon, gitara klasyczna, skrzypce, bas, mandolina, ukulele czy instrumenty perkusyjne, powoduje, że ten album jest wyjątkowo żywiołowy, a jednocześnie bardzo melodyjny. To płyta przyjemna dla ucha i niezwykle ekspresyjna, co szczególnie uwidocznia się podczas koncertów Jacka Stęszewskiego, któremu na scenie towarzyszą Janusz Binkowski grający na instrumentach wszelakich oraz Michał Kubarski ze swoim akordeonem.

Peweksówka to przede wszystkim muzyczne wspomnienie świata z dzieciństwa, okraszonego doskonałą melodyką i przyprawione nostalgiczną nutką. Na płycie znalazły się również trzy utwory bonusowe – Amy, W kieszeniach duszy i Dzieci z Leningradzkiego, utrzymane w  nieco odmiennej liryce, ale doskonale pasujące do całości.