MoonlightCzasy się zmieniają, zmienia się człowiek, relacje społeczne i kontekst naszego funkcjonowania w świecie, jednak pewne tematy wciąż pozostają nieprzebranym i zawsze aktualnym źródłem inspiracji literackich i filmowych. Jednym z takich motywów jest temat dojrzewania, inicjacji ze światem wraz ze wszystkimi powiązanymi z nią rozterkami, obrzędami przejścia, poznawaniem i przekraczaniem granic. Ponadczasowość tych doświadczeń oraz wpływ, jaki nierzadko mają one na całe dalsze życie człowieka, sprawiają, iż mówienie o nich jest zawsze aktualne, emocjonalnie wiarygodne i często wspólne dla sporej grupy odbiorców.

W filmie Moonlight Barry’ego Jenkinsa widzowi zostaje podana seria obrazów dojrzewania czarnoskórej społeczności w jednej z mniej bezpiecznych, dalekich od sielankowości dzielnic Miami. Przedstawiona w filmie rzeczywistość, pełna agresji, frustracji, nierówności społecznych i miłościwie panującej narkotykowej mafii, zdaje się być znana bardzo dobrze zarówno reżyserowi, jak i Tarellowi McCraney’owi – twórcy sztuki teatralnej, na podstawie której Moonlight został nakręcony. Tożsamość doświadczeń oraz artystyczna siła ich wyrazu nadają filmowi dużej wyrazistości i, obecnej od niemal pierwszej sceny, wiarygodności.

Fabuła Moonlight mogłaby się wydawać uproszczona, tendencyjna, schematyczna – i na swój sposób taka właśnie jest. Film opowiada historię czarnoskórego chłopca, który uciekając przed awanturami w domu i będącej na ciągłym haju matką, zaprzyjaźnia się z narkotykowym bossem, który wyciąga do Małego przyjazną dłoń i nakreśla reguły rządzące niełatwym życiem dzielnicy oraz jej mieszkańców. Po latach poznajemy Chirona jako prześladowanego nastolatka, nielubianego wyrzutka, który zaczyna odkrywać swoją homoseksualność. W kolejnej odsłonie bohater – na wzór swojego przyjaciela sprzed lat – staje się (pozornym) twardzielem, narkotykowym handlarzem o sercu z kamienia. Schematyczność fabuły oraz zarzucane Jenkinsowi manipulowanie poprawnością polityczną – podjęcie tematu homoseksualizmu i rasizmu jedynie w celu sięgnięcia po niemal pewnego w takim przypadku Oscara – mogłyby być silnymi minusami filmu, gdyby nie to, że Moonlight to kawałek dobrego kina, dzielnie broniący się przed zaszufladkowaniem obraz nakręconym z wyjątkowym smakiem, wyczuciem i artystycznym polotem.

Podejście do tematu, specyficzna wrażliwość oraz dopełniające aspekty typowo techniczne, jak nieoczywista, zmienna praca kamery (czasem „obserwująca” plecy bohatera, innym razem „przyglądająca się” z bliska jego twarzy) czynią film Jenkinsa opowieścią głęboko ludzką, uniwersalną i ponadczasową. Pomimo tak charakterystycznego usytuowania i społecznego kontekstu. Przedstawione w historii Chirona emocje, swobodnie można odnieść do indywidualnych historii i doświadczeń przeciętnego widza.

Moonlight nie jest filmem oczywistym, podobnie jak oczywiści i jednoznaczni nie są jego bohaterowie, co prawdopodobnie czyni go tak prawdziwym i wyrazistym. Matka kocha, ale kocha zaborczo i nie jest źródłem wsparcia. Wzór i opiekun, dobry duch jest jednocześnie handlarzem narkotyków, zaopatrującym uzależnioną matkę, a przyjaciel – kochanek nieoczekiwanie staje się wrogiem. Również sam główny bohater – jak przystało na opowieść rozwojową – ulega diametralnej przemianie. Pomimo tego – i tutaj spore brawa należą się aktorom – w twarzy dorosłego, „zmienionego” Chirona (granego przez innego aktora!), pomimo złotych zębów, mięśni i szerokich ramion, wciąż widać emocje niepewnego, przerażonego nastolatka. Bo przecież całkowita przemiana poczwarki w motyla możliwa jest tylko w bajkach. I o tym jest właśnie Moonlight. Film opowiada o tym, że nic w naszym życiu nie pozostaje bez wpływu na dalsze losy, a w nawet największym twardzielu – a może właśnie przede wszystkim w nim – tkwi mały, przestraszony chłopiec.