Noc z czwartku na niedzielęW Nocy z czwartku na niedzielę Gai Grzegorzewskiej funkcjonują równolegle dwie rzeczywistości – popularny program telewizyjny o parze ekscentrycznych detektywów oraz prawdziwa, brutalna zbrodnia. A nawet nie jedna, lecz wielokrotna. Śledztwo, mające na celu namierzenie sprawcy oraz odkrycie jego motywów, nakłada się tutaj z prawdziwym show – z założenia efektownym, mającym przyciągnąć rzesze widzów przed telewizory. Z zabawnego i atrakcyjnego dla czytelnika zetknięcia dwóch światów, cało wychodzi zarówno jakość fabuły, jak i główna bohaterka – pomimo nieco za wysokich obcasów i nienaturalnie głębokich dekoltów pani detektyw niestrudzenie podąża ku rozwiązaniu zagadki.

Noc z czwartku na niedzielę to druga, po Żniwiarzu, książka Gai Grzegorzewskiej z cyklu z Julią Dobrowolską w roli głównej. Młoda i atrakcyjna pani detektyw snując się po ulicach Krakowa tropi zbrodniarzy, popija drinki i łamie męskie serca, wplątując się w przeróżne romanse. Tym razem rola Julii jest podwójna i niejednoznaczna – na zaproszenie producenta filmowego Wiktora, dziewczyna bierze udział w telewizyjnym show, którego tematem jest rozwiązywanie zagadek kryminalnych. I pomimo że to Julia jest niezaprzeczalnym mózgiem całego przedsięwzięcia, ku uciesze tłumu telewidzów (a zwłaszcza męskiej jego części), wcielić się musi  w piękną, wystrojoną, natomiast nie do końca błyskotliwą towarzyszkę swojego telewizyjnego partnera.

Tymczasem w jednym z krakowskich klubów dochodzi do morderstwa. Najpierw jednego, lecz w ślad za nim pojawiają się dwa następne, niezaprzeczalnie z pierwszym związane. Świadkiem nieszczęśliwych wydarzeń okazuje się być siostra Julii, Lola, która ściąga detektyw na miejsce zbrodni, a co za tym idzie – całą ekipę telewizyjną, z operatorem kamery na czele.

Skąpo ubrana Julia rozpoczyna śledztwo, które utrudnia fakt, iż klub, gdzie dokonano morderstw przypomina prawdziwy labirynt – składa się z przedziwnych, tematycznych sal wypełnionych gośćmi o wątpliwej moralności oraz szeregiem przejść i korytarzy, tworzących siatkę ułatwiającą mordercy ucieczkę i swobodne przemieszczanie się po nieruchomości. Dodatkowym aspektem utrudniającym pracę – pomijając niewygodne szpilki i sztywną wieczorową suknię, w jakiej musi występować przed czujnym okiem kamery – staje się policjant dwojga imion, z którym dość intymne relacje łączyły kiedyś zarówno Julię, jak i jej szefa – Wiktora. Cała trójka musi razem poprowadzić śledztwo, które jeszcze bardziej komplikuje fakt, że policjant jest rodzonym bratem właściciela klubu. Sieć powiązań między bohaterami przypomina zawiły plan klubowych pomieszczeń, a jest ona jeszcze bardziej poplątana, gdyż sięga bardzo zamierzchłej przeszłości i naznaczonej fatum historii kamienicy.

Powieść Gai Grzegorzewskiej czyta się jednym tchem. Autorka wciąga czytelnika w nurt kryminalnej zagadki niczym w otchłań klubowego labiryntu i tak też prowadzi czytelnika – od jednej sali do drugiej, poprzez kręte korytarze, stopniowo odkrywając kolejne karty mrocznej historii. Bohaterowie Nocy z czwartku na niedzielę to postaci z krwi i kości, z olbrzymią ilością wad i dość zgubnych dla nich samych, namiętności. Nie brak tu też ludzkiej obłudy i wyrachowania, które – jak nietrudno się domyślić – nie kończą się dobrze.

Gaja Grzegorzewska doskonale prowadzi fabułę, wprawnym i lekkim stylem wprowadza zabawne dialogi, których wyjątkowo humorystyczny charakter ujawnia się gdzieś na zderzeniu osobowości bohaterów, ich temperamentów i wysokiego poczucia własnej wartości. Każdy jest tu bowiem „jakiś” i nikt nie ma zamiaru ustępować drugiemu. Sama autorka natomiast zdaje się stać gdzieś z boku, z dystansu obserwując swoich bohaterów, których – jak można przypuszczać – obdarza spora dawką życzliwości. W konsekwencji tworzy nie do końca klasyczny kryminał – z wciągającą fabułą, zagadką i ostatecznym rozwiązaniem, lecz coś na wzór przezabawnej, inteligentnej kryminalnej opowieści o współczesnych młodych ludziach, na których ciąży obowiązek i fatum posiadania walecznej, mocnej osobowości.