planeta4Człowiek z pasją, czyli Paweł Bączkowski – muzyk, wokalista, gitarzysta, kompozytor, autor tekstów i pedagog. Krąży plotka, że o muzyce country potrafi rozmawiać godzinami. Postanowiłam to sprawdzić i z czystym sumieniem potwierdzam – muzyka country to największa pasja Pawła Bączkowskiego.

Marta Łuczkowska: Jaka jest najprostsza definicja muzyki country według Pawła Bączkowskiego – muzyka, wokalisty, autora tekstów, pedagoga?

Paweł Bączkowski: Muzyka country to dziennik codzienności. Śpiewam country od lat, ale, aby spełnić swoje marzenia artystyczne, próbowałem też innych stylów i gatunków. Do wszystkich realizowanych projektów podchodziłem profesjonalnie albowiem nie dość, że – jak to ludzie mówili – umiałem to zaśpiewać, to jeszcze było widać, że lubię to robić. Tak było z piosenkami Elvisa, ze standardami muzyki rozrywkowej w języku oryginalnym i w tłumaczeniach na język polski, tak było ze standardami swingowymi. Publiczność cieszyła się,  ja też i wszystko się zgadzało. Były koncerty, trasy, klipy, programy telewizyjne i radiowe. Poszerzyłem grono swoich słuchaczy i sympatyków, ale nigdy nie zapomniałem o country i wiedziałem, że będzie kontynuacja. Nie wszyscy to zrozumieli, wręcz posądzali o zdradę. No ale nie będę nikomu tłumaczył się ze swojej drogi artystycznej.

Czym zatem jest dla Pana country?

Country jest najbardziej otwartą muzyką świata. Z country można połączyć wszystko – swing, jazz, rock, pop, gospel, ale to country musi być na tzw. „wierzchu”. Ta muzyka nie może być hermetyczna, musi być otwarta dla innych, a nie tylko dla określonej liczby słuchaczy. Dla mnie country to czysta miłość, lojalność, otwarte serce, wierność ideałom.

„Planeta Country” to miejsce czy może stan ducha? I gdzie należy jej szukać?

Planeta Country to stan ducha. Nawet jak się nie ma countrowej koszuli, kapelusza, kurtki z frędzlami i innych akcesoriów to można być country. Jeśli wsłuchamy się w teksty piosenek, znajdziemy tam naszą codzienność. Country należy szukać w sobie. Leżymy sobie na polu pośród łanów zbóż, w lesie, and jeziorem i nagle zapuszczamy balladowe piosenki Alana Jacksona, Vince’a Gill’a lub George’a Strait’a i ta muzyka zaczyna pięknie korespondować z otaczająca nas przyrodą. Country może dać nam spokój ducha, ale też zachęcić do zmiany życia, pchnąć do działania. Country opisuje rzeczywistość, ale daje też receptę na życie, na rozwiązanie jakiegoś problemu. Wystarczy powiedzieć: słucham tej muzyki, cenię ją i kocham, mam nagrania, śledzę i umiem jej bronić i już się jest człowiekiem country. Znam wielu takich ludzi, a nie mają nawet pary kowbojskich butów.

Zatem nie jest Pan zwolennikiem countrowego stroju?

Dlaczego? Właśnie jestem, albowiem countrowy image wykonawców i publiczności  to jest coś, co wyróżnia ludzi country od wszechobecnego „plastiku” i tzw. trendów mody, które, moim zdaniem, wyczerpały wszelkie pomysły i nie mają już nic nowego do zaproponowania.

Co trzeba zrobić, żeby móc zamieszkać na tej wyjątkowej Planecie?

Nic specjalnego – wystarczy kochać tę muzykę, teksty, brzmienia i zarażać tą sympatią jak największą liczbę osób. Ludzie mówią, że nie lubią country, bo po prostu tej muzyki nie znają. Dla większości country to wyłącznie Dolly Parton i Kenny Roggers. W swojej audycji staram się prezentować takie country, które przekona słuchacza najpierw melodią, głosem wykonawcy, instrumentarium, a potem przekazem zawartym w tekście utworu. Chcę przekonać słuchaczy do poszukiwania innych piosenek, innych wykonawców. I tym oto sposobem chcę doprowadzić do stwierdzenia… „hmmm niezłe to country”, a to już jest dużo. Fani country powinni naciskać na rozgłośnie, stacje telewizyjne, ośrodki kultury do zaproszenia przynajmniej jednej grupy country w roku. Trzeba mieć w sobie entuzjazm, dar przekonywania i wiarę w to, co chce się zrobić.

Audycja „Planeta Country” cieszy się ogromną popularnością – muzyka country ma w Polsce liczne grono odbiorców, ma też swoich artystów, wiernych temu gatunkowi od lat. A mimo to można powiedzieć, że country w mediach nie istnieje. Dlaczego?

Ktoś w pewnym momencie przestał o country walczyć i wierzyć w tę muzykę. W latach 90-tych i na początku nowego stulecia jeszcze było dobrze, ale potem niestety country zaczęło być rugowane z mediów. Nie było „silnych w barach”, którzy mogliby zatroszczyć się o promocję tej muzyki w mediach. Obecnie mamy tej muzyki w mediach tyle, co kot napłakał. To trzeba mieć pomysł, chodzić po mediach, pokazywać projekty i jeszcze mówić o nich z entuzjazmem. Tu podziękują, tam odmówią, ale gdzie indziej przygarną pomysł. Ja to robiłem przez lata. Nie było łatwo. Czasami myślałem, że się poddam, ale to były zawsze krótkie chwile zniechęcenia. Wciąż nie dawałem za wygraną i jechałem jak „koło zamachowe”. Audycja Planeta Country w Radiu Merkury Poznań dostała szansę i zamierzam tę szansę dla promocji muzyki country, jak i samej rozgłośni, wykorzystać. Powiem tylko, że inne stacje i rozgłośnie radiowe powoli się budzą, co mnie ogromnie cieszy. Usłyszały moją audycję i pytają jak mógłbym im pomóc. Ja jednak jestem lojalnym współpracownikiem, bo kocham nie tylko słowo lojalność, ale i ten stan ducha. Kolejnym bastionem do zdobycia jest telewizja i już nad tym pracuję.

Jeszcze kilka lat temu Piknik Country w Mrągowie – największy i najstarszy festiwal tego gatunku, miał swoje stałe miejsce w telewizji publicznej. Dzisiaj na próżno szukać relacji z koncertów, festiwali, wydarzeń kulturalnych związanych z tą muzyką w mediach. Sam Piknik Country zmienił swoją nazwę i formułę oddalając się z każdym rokiem coraz mocniej od swojego pierwotnego gatunku. Wydaje się, że tę imprezę przejęli sympatycy mocniejszego, rockowego grania i szybkiej jazdy na pojazdach dwukołowych…

Tak jak powiedziałem wcześniej, nie ma w naszym kraju prawdziwego promotora tej muzyki. Na to trzeba poświecić 24 godziny na dobę – być jak młot pneumatyczny i wiertarka udarowa jednocześnie. A jeśli chodzi o Piknik Country w Mrągowie to nie uczestniczę w nim od lat i nie mam żadnego wpływu na to, co tam się dzieje. Jestem ostatnim, który powinien się wypowiadać na ten temat, więc od pewnego czasu unikam tego tematu. Dla mnie najważniejsza jest publiczność i chciałbym, aby fani country byli zadowoleni gdziekolwiek się znajdą.

Był Pan stałym bywalcem mrągowskiego festiwalu i nagle zabrakło dla Pana miejsca na tamtejszej scenie. Był jakiś powód?

Powodów było wiele. Wielokrotnie mówiłem o nich, może nie bezpośrednio, ale mówiłem. Po pierwsze to był czas, kiedy myśleliśmy, że wszyscy trzymamy tzw. sztamę i jesteśmy razem. Wszyscy burzyliśmy się, że Piknik zmienia się na gorsze, że podąża w złym kierunku, że trzeba temu jakoś zaradzić, coś zmienić. Pamiętam długie rozmowy prowadzone do rana na campingach, w pokojach hotelowych, a nawet w krzakach. Potem przychodził poranek i tylko ja się odzywałem, mówiłem, pisałem i… zostałem sam wychodząc na tzw. „idiotę”. Nagle okazywało się, że wszystko jest dobrze i niczego nie trzeba zmieniać. Ktoś kiedyś powiedział … i po co Ci to było?

I przez tyle lat nie było żadnych ruchów, aby Pan wrócił do Mrągowa?

Kiedy w 2014 roku nagrałem płytę „W drodze i na drodze”, wokół mojej skromnej osoby znów zaczęło się coś dziać. Pojawiły się wywiady telewizyjne i radiowe, artykuły prasowe, recenzje, duże koncerty. Rozsyłałem płytę wszędzie, gdzie tylko można było i spotkałem się z bardzo dobrym odzewem. W pewien styczniowy poranek zadzwonił telefon i od bardzo ważnej osoby usłyszałem: „Super płyta, świetne zdjęcia, wspaniała siwizna, już za długo Piknik bez Pana”. Prawie z łóżka spadłem. Zatkało mnie.  „3o lat na scenie Pawła Bączkowskiego – w tym roku na scenie w Mrągowie i daję słowo honoru, że zrobię wszystko, aby tak się stało. W ciągu miesiąca będzie telefon z propozycją” – mówił mój rozmówca.  Słowo honoru zostało dane i nastąpiła cisza. Krokodylich łez nie wylewałem, nie rozszarpywałem swojego ciała i duszy z rozpaczy. Po prostu na tym się skończyło. Sprawa zamknięta. Ja się nigdy o scenę nie prosiłem i prosił nie będę. Przyjmuję od życia to, co mi daje. Niemniej chcę powiedzieć , że owemu miejscu, czy ze mną na scenie czy beze mnie, życzę jak najlepiej. Najważniejsza jest publiczność i to ona musi dobrze się bawić, a ja żyję dalej. Pracuję, mam świetny zespół i repertuar pełen czystego country. Po prostu robimy swoje. Na marginesie dodam, że są w tym kraju organizatorzy, którzy umieją dotrzymać słowa. Halina Romaniszyn – organizator Wiślaczka Country, już w zeszłym roku chciała zrobić w Amfitearze w Wiśle moje 30 lat na scenie. Niestety, mieliśmy problem z dograniem terminów. Mimo to, Halina nie zapomniała o mnie i w tym roku – 28 sierpnia będę miał Koncert Jubileuszowy w Wiśle.