BednarekFani Kamila Bednarka długo czekali na ten wieczór. Koncert formacji, której jest liderem i wokalistą miał odbyć się już ponad miesiąc temu. Ze względów zdrowotnych został jednak przełożony na niedzielę, 13 grudnia. Atmosfera wyczekiwania rosła z każdym dniem i niemal z każdą minutą.

Punktualnie o godzinie 19:00 na scenie w Hali nr 2 Międzynarodowych Targów Poznańskich pojawił się zespół Roots Rockets. Formacja powstała jesienią 2010 roku w Andrychowie i  ma na koncie dwie płyty studyjne – debiutancki krążek RREWOLUCJA z 2013 roku i album MARSALA 2.0.1.5 wydany dwa lata później. To właśnie utwory z ostatniej płyty zdominowały niedzielny występ w stolicy Wielkopolski. Poznańska publiczność usłyszała takie utwory jak: Zburzyć mur, Pomiędzy nocą a dniem, spokojną balladę Odejść ze słońcem, czy bardziej energetyczną piosenkę Droga wstecz. Własne kompozycje zespołu zostały uzupełnione utworami z repertuaru Czesława Niemena – Czas jak rzeka oraz Sen o Warszawie. Dla wielu młodych artystów wybór absolutnych przebojów z repertuaru wielkiej gwiazdy polskiej estrady byłby muzycznym samobójstwem. Formacja z Andrychowa udowodniła jednak, że doskonale wie, co robi. Odważna decyzja o wpleceniu w swój występ piosenek Niemena okazała się sukcesem – oba utwory, za sprawą autorskich aranżacji zespołu, zyskały nowe, radosne, nieco jamajskie oblicze. Pod względem wokalnym też nie było się czego wstydzić.

Bogate instrumentarium zespołu spowodowało, że publiczność pokochała Roots Rockets już od pierwszych minut koncertu. Doskonały kontakt wokalisty, Bieniamina Sobańca z miłośnikami klimatów reggae przełożył się na gorącą atmosferę występu, który rozkołysał i rozgrzał poznańską publiczność.

O dwudziestej na scenie pojawił się dziewięcioosobowy skład zespołu Bednarek. Kipiący energią Kamil od razu poderwał fanów do wspólnej zabawy. Na ponad godzinny koncert złożyły się utwory z ostatniej płyty Oddycham, które przeplatały się z nieco starszymi piosenkami z poprzedniego wydawnictwa, Jestem. Oczywiście, nie zabrakło wielkiego przeboju Boba Marleya, Could you be loved, który jest stałym punktem każdego występu Bednarka.

Gościem koncertu był raper Staff, który pojawił się na scenie aż dwukrotnie. Zabrzmiały doskonale znane utwory: Jestem (sobą), Kiedy słyszę ten bit, Euforia czy Chwile jak te. To był naprawdę wybuchowy duet, który nie po raz pierwszy zawładnął całą sceną.

Mam wrażenie, że miesięczna przerwa w koncertach spowodowała, że Kamil tryskał większą niż zazwyczaj, energią. Rozkołysał, rozbawił, roztańczył i zachęcił do wspólnego skakania całą publiczność. Z pewnością był to jeden z tych koncertów, na które warto czekać. Pozytywny przekaz i ogromna dawka jamajskich wibracji po raz kolejny porwały tłum poznańskich fanów.